Dzisiejszy wpis będzie tylko o dyniach, a ściślej o sprawach z nimi związanych jakie miały miejsce w końcu września i początku października. Już we wrześniu dały znać o sobie przymrozki, a temperatury na liściach roślin pozostawały ujemne do około ósmej-dziewiątej rano. Część roślin nic sobie jednak nie robiła z tego, wszak w ciągu dnia temperatura nadal rosła do kilkunastu stopni na plusie. Z moich obserwacji wynika, że poważne straty zaczynają się, gdy temperatura spadnie na kilka godzin poniżej minus pięciu stopni. Czekałem więc spokojnie ze zbiorem dyń, choć starsze liście obumierały, to młode żyły w najlepsze. Ba, żyły doskonale jakony, uznawane za całkowicie nieodporne na mróz. Ich zbiory są zawsze u mnie później niż dyń, bo plonem są bulwy schowane w ziemi, a ta ma ciągle jeszcze dwucyfrową temperaturę.Równocześnie jednak ze spadkiem temperatury pojawiły się nowe niepokojące sygnały - najpierw z ogródu zaczęły znikać cukinie, objadane do cna, a następnie i na dyniach pojawiły się ślady małych ząbków. Nornice zaczęły tuczyć się na zimę. Zadziwiającym było to, że próbowały ogromnej większości owoców, ale następnie wybierały jeden i konsekwentnie obgryzały go, aby dostać się do nasion. Gdy im się to udało, z owocu zostawało niewiele. Robiły to przy tym tak sprytnie, że owoc widziany z góry wyglądał na nietknięty, natomiast gdy się go podniosło - sodoma i gomora. Obserwując to zjawisko doszedłem do wniosku, że mimo iz temperatury pozwalałyby dyniom jeszcze wisieć na krzakach, to najwyższy czas je zebrać. Dynie nadgryzione przez nornice niestety gorzej się przechowują, a ja je uprawiam z nadzieją, że będziemy je mogli jeść co najmniej do maja.
Blog o permakulturze i Permakulturowym Miejscu Pokazowym "Ostoja" zlokalizowanym w sercu Puszczy Bolimowskiej, w obszarze Natura 2000, nad brzegiem rzeki Rawki, rezerwatu przyrody.
środa, 12 października 2022
Tylko o dyniach
środa, 21 września 2022
Sukcesiki
Są takie hobby i zajęcia, gdzie chwalenie się jest ich integralną częścią. Przysłowiowe są przechwałki myśliwych, wędkarzy i grzybiarzy, ale i ogrodnicy im nie ustępują. W dobie mediów społecznościowych chwalić się jest bardzo łatwo, zamieszczając zdjęcia swych ogrodów i plonów. Chwalenie się ma o tyle sens, że bywa doskonałą zachętą dla tych, którym nie wychodzi, aby się nie poddawali, oraz dla tych, którzy nigdy nic nie uprawiali, aby spróbowali. Sukcesy ogrodnicze bywają monumentalne (miliony zdjęć ogrodników tonących w cukiniach) oraz takie nieco mniej oczywiste, gdzie ogrodnik cieszy się z czegoś malutkiego i dla innych nieistotnego, ale dla niego samego niemal tak radosnego, jak wygrana w Lotto. Dziś więc parę słów o takich małych sukcesikach tego lata w Ostoi.W tym roku przeznaczyłem kawałek Zapłotka na hodowlę kukurydzy. Posiałem mieszankę odmian oraz własne nasiona, blisko siebie, w nadziei na to, że się "pokrzyżują" i że pomoże mi to w pracach nad moją własną odmianą lokalną. Kukurydza nigdy nie chciała dobrze rosnąć w Ostoi, choć miałem ładne plony, ale na grządkach podwyższonych. Czyli, ładne były, ale mało. Tegoroczne poletko kukurydzy dostarczyło mi wiele radości bo pokazało, że niektóre odmiany w ogóle nie chcą u mnie rosnąć, a dosłownie tuż obok inne "kwitną". Nieco roślin zawiązało piękne kolby, dodatkowo jeszcze aby było ciekawiej, jeszcze nigdy wcześniej na takiej ilości nie pojawiła się głownia kukurydzy, grzyb zwany w Meksyku huitlacoche i uznawany za przysmak. Pojedliśmy więc sporo tej atrakcji, ale z drugiej strony przełoży się to na pewno na mniejszy zbiór nasion. Cieszyć się, czy martwić? Na razie się cieszę, bo główny cel - zebranie nasion do siewu w przyszłym sezonie, z nadzieją na ciekawe krzyżówki, na pewno zostanie zrealizowany.
Choć uprawa dyń od lat idzie mi dobrze, to kilka odmian regularnie sprawiało problemy. Jedną z nich była Marina di Chioggia, która kwitła, nawet zawiązywała owoce, ale później gniły one lub zamierały. Postanowiłem więc zmienić nieco sposób uprawy i zamiast pozwolić się roślinom płożyć, puściłem je po siatce. Obawiałem się nieco czy moja pleciona siatka utrzyma ciężar takiej dyni, ale okazało się, że był to strzał w dziesiątkę. Owoce wreszcie rosną i zaczynają dojrzewać. Wydaje mi się, że Ostoja jest miejscem gdzie za dużo cienia i wilgoci dla tej odmiany, podniesienie jej więc ponad ściółkę i bliżej do słońca pomogło. Oczywiście, z tegorocznych dyń zbiorę nasiona, co może ułatwić uprawę tej odmiany w przyszłych latach.
Podobnie i tegoroczne plony z pasieki są efektem wytężonej pracy, gdyż zawiodły dwa główne pożytki, oraz Unia Europejska. Otóż, w okolicy Ostoi główne pożytki są tylko dwa - akacja i lipa. Nie ma pól rzepaku, gryki czy dużych sadów, nie ma łanów nawłoci czy wrzosu. Spadzi nie ma, choć wokół puszcza, ale głównie sosnowa. I zdarzyło się tak w tym roku, że pięknie zapowiadające się kwiatostany akacji skosiły zimne deszcze, a lipa nie zdążyła się zapowiadać, bo nie zakwitła niemal wcale, a jak już zakwitła, to nie nektarowała. W międzyczasie, wierni unijnym dyrektywom i dopłatom okoliczni ziemianie wykosili do gołego nadrzeczne łąki, w efekcie czego moim pszczołom zostały jedynie drobne enklawy z pożytkami - moje podwórko, ogrody leśne, łączka kwietna nad stawem i spirala ziołowa. Można powiedzieć, że na moim terenie były okresy, kiedy każdy kwiatek uginał się od pszczół. No i cos tam w końcu nazbierały, a z części tego skorzystałem i ja, pomimo tego, że przez cały sezon nie byłem dobrej myśli. Jest więc i niedosyt, i satysfakcja, jak w życiu.
środa, 24 sierpnia 2022
Rzeka plonów
Cukiniami sierpień się zaczyna, można by zaśpiewać, ale nie tylko zaczyna się, bo strumień cukinii płynie z ogrodu nieprzerwanie przez cały miesiąc. Jak co roku ruszyła produkcja przetworów, wśród których dominuje marynowana cukinia na ostro oraz sałatka z cukinii z dodatkiem papryk i cebuli. Z tego, co usunąłem ze środków cukinii powstaje pyszna pasta z czosnkiem i kurkumą, a cukinia smażona, duszona, gotowana, w postaci zupy-kremu czy curry towarzyszy nam codziennie, a w zasadzie trzy razy dziennie ... Dzięki temu, że przepisy na przetwarzanie własnych warzyw zbieram latami, wszystko z jednej strony udaje się jakoś zużytkować, a z drugiej (jeszcze) nie mamy cukinii dosyć. Maleńkie ogrody Ostoi, nie poświęcone przecież wcale głównie cukiniom, zaopatrują w to pyszne warzywo kilka gospodarstw domowych.Cukinie są fajnie i "w ogóle", ale to pomidory są moim oczkiem w głowie w ogrodzie kuchennym. Jak pisałem poprzednio, walka z zarazą ziemniaczaną toczyła się zacięta, no i toczy się nadal, bo zaraza chce powrócić, ale nie ma już takiej mocy jak w połowie lipca. Wiem już, że udało się uzyskać plon ze wszystkich odmian, czasami bardzo obfity, czasami marny, ale jednak. Jest więc okazja aby spróbować każdej odmiany i zebrać nasiona z tych najsmaczniejszych, najlepiej plonujących i najmniej podatnych na choroby. Zbieram więc pracowicie nasiona, fermentuję, suszę, pakuję w osobne torebeczki, to też jest rodzaj wartościowego plonu do wykorzystania w kolejnych latach.
sobota, 30 lipca 2022
Trudny miesiąc
Lipiec był miesiącem trudnym, ale owocnym. Dosłownie i w przenośni. Posypały się plony roślin z "berry" w nazwie angielskiej - od truskawek, przez agresty i porzeczki, po malinojeżyny. Te ostatnie okazały się najbardziej odporne na brak opadów i podlewania, bo leśnego ogrodu nigdy nie podlewam. W lesie, po jedynych dłuższych opadach, wystąpił epizod kurkowy, który pozwolił nacieszyć się nieco tymi grzybami, zaraz jednak wystąpił i epizod grzybiarski, za nic mający sobie nowe ogrodzenie i tabliczki informujące o tym, że teren jest prywatny i że w sumie wypadałoby nie wchodzić. Niestety, poszanowanie dla własności prywatnej jest tu w okolicy równie rzadkie, jak trufle w sosnowym młodniku, czyli nie istnieje.Łatwiej nieco mi zrozumieć wszystkie ptaki, tłumnie ściągające do Ostoi aby pożywić się właśnie dojrzewającymi owocami. Nie używam żadnych siatek, zasadniczo w ogóle nie chronię w żaden sposób owoców. Kilka lat stosowania czerwonych nakrętek na grządkach z truskawkami nauczyło ptaki, że lepiej to czerwone na ziemi zostawić w spokoju, i truskawek nie ruszają. Natomiast, nie zebraliśmy niemal aronii, a z borówki amerykańskiej może jedną dziesiątą pozostawiły nam ptaki. Ale, ze wspomnianej wcześniej malinojeżyny, nie "zginął" ani jeden owoc. Jeśli ptaki wybierają swoje dania na podstawie wartości odżywczych, to byłoby to złą rekomendacją dla malinojeżyny. Lecz ponieważ tego nie wiemy, to zjedliśmy wszystkie owoce ze smakiem. Dodatkowo, w gęstych trawach odkryłem łany poziomek, które wyrosły z przeterminowanych nasion. Nasiona te rozsypałem jesienią, a teraz cieszyliśmy się pierwszymi owocami.
Pomimo suszy i upału, oraz wiosennych opóźnień, ruszyły ogórki i cukinie. Wkrótce, pomimo że w tym roku posadziłem ich mniej, zacznie się klasyczna cukiniowa klęska urodzaju. Na razie jednak, każda nowa cukinia cieszy i przysłowiowo, staram się mieć cukinię w każdym posiłku (co i w praktyce niemal się udaje). Wydaje się, że powiększenie areału uprawy dyń kosztem cukinii było dobrym rozwiązaniem. Dynie jednakże nie znają umiaru - wspinają się na sosny, na ogrodzenia, na pomidory .... Staram się zajmować swoimi uprawami jak najmniejszą powierzchnię Ostoi, ale chyba pora zastanowić się nad relokacją dyń z Zapłotka do leśnego ogrodu, tak jak zrobiłem to z ziemniakami. Podobnie, dobrym rozwiązaniem okazała się rezygnacja z uprawy cukinii na grządkach Parszywej Dwunastki, czyli grządkach podwyższonych tuż przy domu. Dzięki temu jest więcej miejsca na sałaty i kwiaty (nigdy bym nie przypuszczał, że coś takiego kiedyś napiszę, wszak sałaty i kwiaty miały u mnie raczej niski priorytet). Obecnie, na każdej z grządek Parszywej dwunastki co najmniej jedna stopa kwadratowa (obszar w przybliżeniu 30 x 30 cm) dedykowana jest jakimś kwiatom, dzięki czemu moje pszczoły mają przynajmniej namiastkę kwitnącego lata. Jak widać, miejsce takie jak Ostoja jest w stanie ciągłej zmiany i nic, ani sąsiednie łąki, ani moje grządki, nie pozostaje takie samo na długo, a moją rolą jest przystosowywać się i swoje siedlisko do nowych okoliczności, co czasami bywa trudne. Dzięki temu jednak, nie można narzekać na nudę i to jest chyba najbardziej pozytywna lipcowa konkluzja.
Etykiety:
cukinie,
czosnek,
grzybiarze,
leśny ogród,
Parszywa Dwunastka,
podlewanie,
pomidory,
pszczoły,
Sorek,
Zapłotek,
zaraza ziemniaczana,
ziemniaki
środa, 29 czerwca 2022
Suchy czerwiec czy mokry?
Czerwiec dobiega już końca, a ja absolutnie nie miałem czasu nic o tym, co się dzieje w Ostoi napisać. Nie odwiedzałem jej za często, ale strategicznie zaplanowane wizyty pozwoliły utrzymać przy życiu jak do tej pory wszystko, co zostało posiane i posadzone, bez uruchomionego podlewania. Czerwiec w mojej opinii był miesiącem zasadniczo suchym, ale z mojej perspektywy było dość mokro, bo sporo czasu spędziłem w stawie, sadząc ciekawe rośliny wodne - nad wodą, pod wodą oraz na krawędzi wody i lądu. Strzałka olbrzymia, rozpław sercolistny, przęstka pospolita i manna mielec uzupełniły florę stawu. Na brzegu posadziłem pierwsze egzemplarze lasecznicy trzcinowatej, jednej z najwyżej rosnących traw jakie da się w naszym klimacie uprawiać.Sadzenie roślin wodnych w ponad trzydziestostopniowe upały to sama przyjemność, szczególnie że mój staw ma niezwykle zróżnicowaną termikę. W zależności od preferencji, można się przemieścić w płytką strefę ciepłą lub do bardzo zimnej strefy głębokiej. Pięknie wyczuwalna w trakcie pływania jest też termoklina, czyli rozwarstwienie wody ciepłej i zimnej na pewnej głębokości. Obserwacje wskazują, że o tym wszystkim wiedzą też ryby, wybierając sobie rejon zimny w ciągu dnia, ale odwiedzając najcieplejsze kąty stawu od wieczora do poranka. Na płyciznach okazjonalnie widać też tarło rybek, będzie więc wkrótce ich kolejne pokolenie.
wtorek, 24 maja 2022
Ulubiony i znienawidzony maj
Lubię maj w Ostoi, a szczególnie ten czas, gdy zakwitają drzewa owocowe. Dominuje biel, ale jest i nieco różu. W tym roku niebywale obficie kwitła morela, która pierwsze owoce dała rok temu. Rośnie w tragicznych warunkach, niemal w całkowitym cieniu, pod ziemią walcząc z najazdem korzeni starych sosen zza płotu. Rewelacyjnie nieco wcześniej kwitły śliwy, a teraz, w trzeciej dekadzie maja, pełno jest na nich małych, zielonych śliweczek. Czereśnia też ma nieco owoców, a wiśnie - jak popadnie - jedna tak, druga nie. Tą drugą skosił przymrozek, znienawidzone zjawisko spadające w dziwny sposób na część podwórka, trochę wbrew wszelkiej logice. Gdyby Ostoja była na stoku, pomyślałbym, że zimne powietrze spływa z góry i opada na podwórko właśnie tam, gdzie zmarzła wiśnia, ale przecież podwórko jest w punkcie najwyższym. To lodowate powietrze musi płynąć po koronach starych sosen i spadać z poziomu koron wprost do podwórkowego leśnego ogrodu. Kilka metrów dalej, nie ma już przymrozka - takie to dziwne rzeczy dzieją się tu w maju.
Maj to czas tak intensywnej pracy, że czasami człowiek zapomina jak się nazywa. Sadzenie i siewy, siewy i sadzenie. W tym roku próbuję posiać więcej kukurydzy, w celu wypracowania szybciej dojrzewającej rasy lokalnej. Posiałem w wielodoniczkach zarówno własne nasiona zbierane z odmiany Black Aztec oraz z kukurydzy cukrowej, jak również nasiona kilku innych odmian jakie udało mi się zdobyć. Będę się starał zebrać nasiona z najszybciej dojrzewających roślin i wysiać w przyszłym roku. W zupełnie innym miejscu, posadziłem nieco egzemplarzy odmian czystych, aby je jeszcze przez jakiś czas u siebie utrzymać, bo z eksperymentami jak wiadomo może być różnie. Tym bardziej, że kukurydza ma rosnąć głównie w pasach pomiędzy drzewami leśnego ogrodu, a tam i nornica, i kret, i ptaków hordy. No ale jak zwykle - szukamy czempiona, czyli roślin, które pomimo wszystko urosną, i dadzą plon.
Moje ulubione dynie i cukinie będą w tym roku uprawiane niemal wyłącznie z własnych nasion. Wyjątek stanowi żółta cukinia, której nasion nie zbierałem, gdyż zawsze były to jakieś odmiany F1. W tym roku wysieję trzy takie odmiany i postaram się zebrać nasiona, aby za rok sprawdzić, co z tego wyrośnie. Po raz pierwszy w tym roku wysieję dynię bezłupinową z własnych nasion, wiążę z nią duże nadzieje. Planuję też selekcjonować dynie olbrzymie na zawartość karotenu (zbierając nasiona wyłącznie z najbardziej pomarańczowych) oraz słodkość. Zanim wszystkie nasiona znajdą się w ziemi, testuję ich zdolność kiełkowania układając na mokrej bibule. Dzięki temu zmniejszam ryzyko, że będę czekał, i czekał, a nic nie wyrośnie. Dodatkowo, nasionka które wykiełkują w trakcie testów, też zostaną posadzone, nic się tu nie zmarnuje.
Bardzo lubię ten moment w maju, gdy po raz pierwszy od wczesnej zimy zaglądam do pojemników z siewem zimowym. Tu nasiona wysiane zostały kilka miesięcy temu, przysypane śniegiem i zostawione samym sobie. Dziś, w każdym z pojemników jest po kilkadziesiąt siewek czekających na przepikowanie do doniczek. Nie ma chyba mniej pracochłonnej metody na wyhodowanie z nasion roślin wymagających zimnej stratyfikacji. Metodę tą stosuję głównie do siewu roślin wabiących zapylacze i miododajnych, których coraz więcej sukcesywnie sadzę. Pasieka zmieniła mój sposób patrzenia na takie rośliny, a pszczoły są na pewno wdzięczne za powiększanie bazy pożytkowej.
Jeżeli czegoś w maju nienawidzę, to na pewno wspomnianych już przymrozków. W orzechowym gaju żal patrzeć na cztery rosnące tam włoskie orzechy. Młode liście przymrozek zwarzył gdzieniegdzie całkowicie. Pozostaje mieć nadzieję, że mimo wszystko odbiją i wypuszczą nowe. Leszczyny natomiast nic sobie z przymrozków nie robią, z liśćmi pokrytymi igłami lodu kwitną sobie w najlepsze. Zadziwia mnie też czosnek niedźwiedzi - wydawałoby się, że przy tak mięsistych i soczystych liściach powinien przemarzać, ale jednak nie, trwa dumnie i kwitnie w najlepsze. Dodatkowo, od kilku już tygodni stanowi pyszny dodatek do niemal wszystkiego. Obecnie, zebranie po jednym liściu z napotkanej kępki czosnku daje nam tygodniowy zapas tej zielonej dobroci, można więc powiedzieć, że etap jego sadzenia w Ostoi został zakończony. Mam nadzieję, że od tej pory czosnek niedźwiedzi sam już zadba o siebie i będzie w kolejnych latach poszerzał swoje królestwo.
Zakończył się też chyba proces namnażania jakona - tej wiosny mam więcej sadzonek niż potrzebuję. Uwielbiam ten moment, kiedy jakon wreszcie trafi do gruntu i kiedy ryzyko przymrozków poszło w siną dal. Nie chcę jednak chwalić dnia przed zachodem słońca, bo w zeszłym roku jakony dostały w tyłek od mrozu w nocy z 7 na 8 czerwca o ile dobrze pamiętam, na szczęście nie było to uderzenie zabójcze. W celach konsumpcyjnych posadziłem w tym roku 12 najładniejszych sadzonek, mam nadzieję, że jesienią zbiorę z tego 20 kilogramów bulw jakona. O ile wszystko pójdzie zgodnie z planem, będę miał przy okazji wreszcie taki nadmiar kłączy, że spróbuję wyekspediować część z nich z grządek do leśnego ogrodu aby zobaczyć, jak sobie poradzą w nim pod grubą ściółką.
Na pewno do leśnego ogrodu trafią też truskawki, uporczywie starające się skolonizować ścieżki. Gdy się pomyśli, że jeszcze niedawno grządka z której truskawki migrują była całkowicie przysypana warstwą zrębek i że wszystko co tu widać wyrosło od zimy, można jedynie zachwycić się wolą życia, jaka drzemie w takich oto truskawkach. I za to właśnie uwielbiam maj, kiedy to ta wola życia manifestuje się najmocniej dosłownie w niemal całej przyrodzie - mnożącej się, rosnącej, rozwijającej i kwitnącej. Żadne przymrozki nam tego nie popsują, przetrwamy je wraz z naszymi roślinami po to, aby z impetem wejść w jeszcze bardziej zielony czerwiec.
Maj to czas tak intensywnej pracy, że czasami człowiek zapomina jak się nazywa. Sadzenie i siewy, siewy i sadzenie. W tym roku próbuję posiać więcej kukurydzy, w celu wypracowania szybciej dojrzewającej rasy lokalnej. Posiałem w wielodoniczkach zarówno własne nasiona zbierane z odmiany Black Aztec oraz z kukurydzy cukrowej, jak również nasiona kilku innych odmian jakie udało mi się zdobyć. Będę się starał zebrać nasiona z najszybciej dojrzewających roślin i wysiać w przyszłym roku. W zupełnie innym miejscu, posadziłem nieco egzemplarzy odmian czystych, aby je jeszcze przez jakiś czas u siebie utrzymać, bo z eksperymentami jak wiadomo może być różnie. Tym bardziej, że kukurydza ma rosnąć głównie w pasach pomiędzy drzewami leśnego ogrodu, a tam i nornica, i kret, i ptaków hordy. No ale jak zwykle - szukamy czempiona, czyli roślin, które pomimo wszystko urosną, i dadzą plon.
Subskrybuj:
Posty (Atom)




















































