W Ostoi śnieg niemal zanikł - cienką warstwą trzyma się jeszcze w najchłodniejszych miejscach. Czas topnienia śniegów to moment doskonały, aby na swej ziemi wykreślić mapę miejsc ciepłych i chłodnych, poznać układ temperatur i prawa, które nim rządzą. Podstawową rolę odgrywają wystawa (położenie względem Słońca), zacienienie i wiatr. Z ostatnich obserwacji wiem, gdzie jest zdecydowanie najchłodniej - śnieg w kilku miejscach uparcie znikać nie chce, są to tak zwane "kieszenie zimna". Warto je zapamiętać.
Widać pączki na krzaczkach jagody kamczackiej. Niemal zakończyły one żywot w zeszłorocznych sierpniowych upałach, a jednak odżywają i (trzymajmy za to kciuki) chyba będzie z nich w tym roku pożytek.
Gleba jeszcze zmrożona, i choć rozum sugeruje, aby czekać, serce rwie się do ogrodowych prac. Tak więc przeglądam zgromadzone nasiona, zamawiam sztobry, czytam o rzeczach, o których pojęcie mam blade lub żadne, a na parapecie z mieście, zdala od Ostoi, zaczynają kiełkować miechunki, lawendy, szałwie i inne dziwne nasionka.
Choć na starorzeczach lód wciąż trzyma, na bajorkach rzęsa grzeje się w promieniach Słońca, a czasami niebo przecina para żurawi. Ich krzyk słychać coraz częściej - wróciły, i pewnie tak jak w zeszłym roku, budzić będą punktualnie skoro świt. Miło powitać "starych przyjaciół".
Brzozy jednakże wciąż śpią - nie leci jeszcze sok brzozowy. Szkoda, że w Ostoi sezon soku tego jest tak krótki - w zeszłym roku trwał ledwie tydzień.
Przez twardą i ciągle z lekka zmrożoną warstwę ziemi przebija się pierwszy krokus - zwiastun wiosny.
Wszelkie znaki na niebie i ziemi są niczym w porównaniu z tą niecierpliwością, jaka czai się we mnie - chcę sadzić, kopać, siać! Niechybna oznaka wiosny ... :-)
Blog o permakulturze i Permakulturowym Miejscu Pokazowym "Ostoja" zlokalizowanym w sercu Puszczy Bolimowskiej, w obszarze Natura 2000, nad brzegiem rzeki Rawki, rezerwatu przyrody.
środa, 19 lutego 2014
piątek, 31 stycznia 2014
Czterej Jeźdźcy Apokalipsy
Pierwszy wpis w roku 2014 dedykuję analizie rzeczywistości w jakiej żyjemy zawartej w dokumentalnym filmie "Czterej Jeźdźcy Apokalipsy"
Zachęcam do obejrzenia i refleksji.
"Jednostka nie zmieni całego systemu, ale może zmienić siebie"
Naprawdę czas na zmiany!
Zachęcam do obejrzenia i refleksji.
"Jednostka nie zmieni całego systemu, ale może zmienić siebie"
Naprawdę czas na zmiany!
poniedziałek, 18 listopada 2013
Listopadowe pomysły




środa, 16 października 2013
Kolektor słoneczny z puszek
Kolejnym projektem zrealizowanym w Ostoi jest kolektor słoneczny z puszek po piwie. Zastosowania takiego kolektora są różnorakie - od ogrzewania pomieszczeń, poprzez podgrzewanie wody, a na wykorzystaniu w suszarni owoców czy grzybów skończywszy. Najpierw powstała drewniana rama o wymiarach dwa na jeden metr, a w niej dwie listwy z otworami na puszki.

Wiercenie otworów w 140 puszkach po piwie stanowiło najdłuższą fazę projektu. Przewiercone puszki klejone następnie były w kolumny po pięć, aby na koniec zostać zamontowane w ramie, w dziesięciopuszkowych kolumnach. Montaż przebiega błyskawicznie gdy wszystkie elementy są przygotowane, a całość zaczyna już w tej fazie projektu cieszyć oko.
Następnym etapem jest pomalowanie puszek czarnym matowym lakierem samochodowym, co samo w sobie jest proste, ale jak się okazuje lakier niezbyt dobrze trzyma się puszek. Być moze trzeba było użyć czarnej farby tablicowej? Puszki pomalowane lakierem samochodowym w sprayu wymagają obchodzenia się jak z jajkiem, gdyż nawet przy najlżejszym uderzeniu lakier zaczyna odpadać.
Gdy puszki są już na swoich miejscach, pora przewócić kolektor na brzuszek i zająć się plecami. Tu najważniejsze jest ocieplenie, ja użyłem do tego wełny mineralnej. "Plecy" powstały z cienkiej płyty HDF. Wykonałem w niej dwa otwory, wlotowy i wylotowy, przez nie podążać będzie powietrze przepływajace przez kolektor. Ostatnią czynnością w tej fazie projektu było dodanie przodu - czyli płyty z bardzo cienkiego, przezroczystego PCV.
I kolektor gotowy - młodzież określiła go mianem iPhona-Giganta. Został skończony w sobotę, gdy pogoda nie sprzyjała testom. Słońce ani na moment tak naprawdę nie wyszło zza chmur. W momentach, gdy jego tarcza była ledwo widoczna przez chmury, różnica temperatur między wlotem a wylotem wynosiła od 5 do 15 stopni. Nie nastrajało to zbyt optymistycznie. Z testami postanowiłem poczekać do niedzieli, licząc na zmianę pogody.
Niedzielny poranek rozczarował, słońce jedynie na sekundy rozświetlało podwórko. Po południu jednak wiatr rozwiał nieco chmur i "się zaczęło". Kolektor nagrzewał się błyskawicznie. Temperatura powietrza na wlocie (czyli temperatura panująca na podwórku tuż nad ziemią) wynosiła 18 stopni.
Oto co zobaczyliśmy na wylocie - 68,5 stopnia Celsjusza! Przy niezbyt silnym słońcu kolektor pozwalał ogrzać przechodzące przez niego powietrze o 50 stopni! Całkiem niezły wynik, nieprawdaż? Kolejnym krokiem w testach kolektora będzie wbudowanie napędzanego ogniwem solarnym wentylatorka, który wymusi dodatkowo obieg powietrza w kolektorze i zwiększy "ciąg". Działanie tego pierwszego kolektora zachęca do dalszych prób i eksperymentów, do których wszystkich zachęcam.

Wiercenie otworów w 140 puszkach po piwie stanowiło najdłuższą fazę projektu. Przewiercone puszki klejone następnie były w kolumny po pięć, aby na koniec zostać zamontowane w ramie, w dziesięciopuszkowych kolumnach. Montaż przebiega błyskawicznie gdy wszystkie elementy są przygotowane, a całość zaczyna już w tej fazie projektu cieszyć oko.


I kolektor gotowy - młodzież określiła go mianem iPhona-Giganta. Został skończony w sobotę, gdy pogoda nie sprzyjała testom. Słońce ani na moment tak naprawdę nie wyszło zza chmur. W momentach, gdy jego tarcza była ledwo widoczna przez chmury, różnica temperatur między wlotem a wylotem wynosiła od 5 do 15 stopni. Nie nastrajało to zbyt optymistycznie. Z testami postanowiłem poczekać do niedzieli, licząc na zmianę pogody.
Niedzielny poranek rozczarował, słońce jedynie na sekundy rozświetlało podwórko. Po południu jednak wiatr rozwiał nieco chmur i "się zaczęło". Kolektor nagrzewał się błyskawicznie. Temperatura powietrza na wlocie (czyli temperatura panująca na podwórku tuż nad ziemią) wynosiła 18 stopni.
Oto co zobaczyliśmy na wylocie - 68,5 stopnia Celsjusza! Przy niezbyt silnym słońcu kolektor pozwalał ogrzać przechodzące przez niego powietrze o 50 stopni! Całkiem niezły wynik, nieprawdaż? Kolejnym krokiem w testach kolektora będzie wbudowanie napędzanego ogniwem solarnym wentylatorka, który wymusi dodatkowo obieg powietrza w kolektorze i zwiększy "ciąg". Działanie tego pierwszego kolektora zachęca do dalszych prób i eksperymentów, do których wszystkich zachęcam.
poniedziałek, 7 października 2013
Spirala ziołowa

Ogródkowi postanowiłem nadać kształt spirali - sztadarowego rozwiązania z zakresu permakultury. Spirala bowiem, na bardzo małej powierzchni, pozwala stworzyć szereg zróżnicowanych siedlisk - i dla roślin lubiących gleby słabe, i dla tych wymagajacych żyznych, dla światło i cieniolubnych, dla lubiących wilgoć i preferujących suszę.

Konstrukcja spirali rządzi się określonymi prawami - powinna ona "kręcić się" zgodnie z ruchem wskazówek zegara, gdyż ułatwia to spływ wody. Kamienne ściany spirali tworzą magazyn ciepła gdy rozgrzewa je słońce, nie powinny więc być zbytnio zakrywane. Ideałem byłoby od strony południowej ulokować na poziomie gruntu oczko wodne - odbijane od jego tafli promienie słońca dodatkowo "doświetlałyby" spiralę. Tego ostatniego warunku niestety nie udało mi się spełnić - kształt mej piaskowej górki narzucał zlokalizowanie oczka od strony północnej. Być może jeszcze w przyszłości dodam drugie oczko, od strony południowej.

Ziemia ogrodowa została rozłożona tak, aby im niżej, tym grubszą warstwę stanowiła. Rośliny rosnące na górze spirali w teorii wymagają gleb słabszych, a te które sadzi się niżej, wolą gleby bardziej żyzne.

Przedostatnim etapem konstrukcji spirali było zasypanie jej powierzchni zrębką z drzew liściastych. Ma ona za zadanie uchronić spiralę przed erozją w czasie nadchodzącej zimy, a ponadto utrzymywać wilgoć i wolno się rozkładając, użyźniać glebę.

poniedziałek, 23 września 2013
Grzyb a Sprawa Polska



Dlaczego destruktywną? Jest sobotni poranek, spaceruję po swym lesie, a las ów wyglada jak pobojowisko. Wydeptany, połamany, rozdeptany i rozkopany, o braku jakichkolwiek jadalnych grzybów nie wspominając. Z prawej i z lewej dobiegają głosy kolejnych grzybiarzy, nacierających na ten biedny las, który z utęsknieniem oczekuje końca grzybiarskiego sezonu. Od paru lat okres ten z najprzyjemniejszego przekształca się w przekleństwo, gdyż serce się kraje na widok tego, co ludzka zachłanność może zdziałać w tak krótkim czasie. Nie chcemy naszego lasu grodzić, nie chcemy żyć jak w oblężonej twierdzy, grzyba Rodakowi nie żałujemy, wolelibyśmy jednak, aby Rodak ten potrafł uszanować wartości takie jak przyroda, cisza, własność i prywatność.
Grzybki, których zdjęcia ozdabiają ten wpis nie wyrosły w lesie. Wyrosły na podwórku, chronione od grzybiarskich hord płotem, ukryte wśród brzózek i sosenek. O tej porze roku w Ostoi nie ma sensu chodzić na grzyby do lasu - nie dość że człek nic nie znajdzie, to jeszcze się napatrzy i nasłucha. Oby do zimy.
środa, 28 sierpnia 2013
Sierpień się kończy

Jak poprzednio, najlepiej plonują strączkowe, kolejne generacje groszków, fasoli i bobu dojrzewają do zbiorów, a zupa - krem z fasoli stała się (poniekąd z konieczności) przebojem kulinarnym tego lata.

Bardzo ładnie wyrosła marchewka i czarna rzepa - ta ostatnia nawet za dobrze - gdy wróciliśmy z długich wojaży, już kwitła a nawet miała gdzieniegdzie nasiona.
Kukurydza "dostała" kolb, ciekawe czy zdążą dojrzeć. Ładnie trzymają się topinambury, klęską natomiast zakończy się chyba uprawa dyń, kabaczków, cukinii i patisonów - kwitną na potęgę, ale zawiązki od razu odpadają i giną. Pomidory i ogórki mają rozmiary lilipucie, miło jednak, że uda się choć spróbować ich z własnej grządki.

A co w Ostoi i jej okolicy? Ano, na pograniczu zagajników pojawiły się pierwsze owoce tarniny, powoli też zaczyna dojrzewać czarny bez. Głogi w łąkach obsypane owocami, ale nie dojrzałymi jeszcze. Sezon jeżynowy w pełni, jest ich w tym roku wyjątkowo dużo. Dzikie grusze ulęgałki też uginają się pod ciężarem owoców, jednakże chyba nie zdatnych do niczego. Po raz pierwszy znalazłem na skraju lasu krzaczek pigwowca, nawet z owocem.



Subskrybuj:
Posty (Atom)