Jedną z moich zasad w Ostoi jest sadzenie drzew i krzewów jesienią. Mają one wtedy całą zimę, aby zbudować solidny system korzeniowy, podczas gdy te sadzone wiosną muszą dzielić swą energię pomiędzy wytwarzanie korzeni i liści. Bywa jednak i tak, że nałóg sadzenia wygrywa i czasem i wiosną coś posadzę. Tym razem padło na czterdzieści miododajnych krzewów - perowskię, tawułę, berberys i prawie nie miododajną, ale za to przydatną do celów leczniczych, forsycję. Postanowiłem z tych krzewów utworzyć żywopłot mieszany, wzdłuż ogródka zwanego Zapłotkiem, naprzeciw pasieki.Zapłotek to ogródek na czystym piachu, gdzie nie dość że sucho i jałowo, to jeszcze gdy się te warunki poprawia, atakują chwasty. Dlatego próbuję je powstrzymać na różne sposoby. Wzdłuż płotu usypałem wał z suchych gałęzi sosny i traw, ale płot z siatki jest jedynie tymczasowy i chcę, aby jak najszybciej zniknął. Dlatego też to właśnie tu posadziłem mój nowy żywopłocik. Dodatkowo, postanowiłem zrobić obwódkę z butelek po winie, które gromadziły się w Ostoi od lat, z okazji urodzin, imienin, gości i ognisk. Plan był taki, aby butelki te ciąć i tworzyć z nich przezroczyste "cegły" do ścian glinianych, ale przez wiele lat nie dałem rady się za to zabrać, więc zdecydowałem, że butelki zużyję inaczej.
Blog o permakulturze i Permakulturowym Miejscu Pokazowym "Ostoja" zlokalizowanym w sercu Puszczy Bolimowskiej, w obszarze Natura 2000, nad brzegiem rzeki Rawki, rezerwatu przyrody.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą narcyzy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą narcyzy. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 12 kwietnia 2021
Nałogi
niedziela, 9 kwietnia 2017
Słoiki
W Warszawie od tygodnia śliwy w białym kwieciu, a w Ostoi, niecałe 70 kilometrów od miasta, dopiero przekwitają krokusy, a śliwy nieśmiało prezentują pąki. Nie zmienia to faktu, że pora brać się solidnie do robót wszelakich. Jeszcze słonko dobrze nie wstało, a ja już w terenie, napełniam koszyk młodą pokrzywą, żywokostem i kokoryczą. Dwie pierwsze umieszczę w słoikach w celach eksperymentalno-ogrodniczych, tą trzecią w zupełnie nieeksperymentalnym celu leczniczym, bo z kokoryczą żartów nie ma, więc nie będę eksperymentował.
Ferwor prac nie zwalnia jednak od spaceru, niemal o zmierzchu wyruszam więc, a to sunąc ciemną doliną, a to łapiąc ostatnie słońce na łąkach. Każdy niemal spacer ujawnia coś nowego, nigdy nie wiadomo co się zza zakrętu wyłoni. I tym razem również, niedaleczko, widok jak po przejściu tatarskiego najazdu lub ministra Szyszki plenipotentów. Były drzewa - nie ma drzew. Tu jednakże, to bóbr, morderca drzew, bezlitośnie wykarczował co mu przypadło do gustu. Cały ciemny lud tnący co popadnie nie wykarczował tylu drzew w Dolinie Rawki, ile od czasu reintrodukcji bobry wycięły. Czy bobry są eko, niech każdy sam osądzi.
Bele siana nadal gniją na łące, bardzo by mi się one przydały. Ileż to grządek można by założyć, gdyby obfitość takiego siana mieć. Można by metodę Ruth Stout porządnie potestować, no może poza jej upodobaniem do ganiania po ogrodzie nago, bo niestety już komary się roją na potęgę. Niestety dodzwonić się do właściciela bel nie udaje, dlatego pozostaje się oblizywać, fotografować, i dalej dzwonić próbować.
Wysoka woda zimowa usypała piękny prezencik - hałdę czyściutkiego, jak przesianego piasku rzecznego, Piasek taki doskonały jest na przykład do ukorzeniania w nim sztobrów czy sadzonek z pędów zdrewniałych, problem tylko etycznej natury i prawnej tu jest, bo było nie było, prezencik leży w rezerwacie. Może jednak za jedno wiaderko przyroda się nie pogniewa, a władze ścigać nie będą? Mam piasku bez liku i ten nie jest mi akurat potrzebny, z lubością jednak obserwuję, jak przyroda potrafi człowiekowi pomóc - piasek przetransportować, przepłukać i usypać pod nosem.
Tymczasem w słoiku kokorycz kąpie się w alkoholu, powstaje Intractum Corydalidis, czyli intrakt z ziela i bulwek tej sympatycznej roślinki. Zainteresowanych charakterystyką, działaniem i dawkowaniem tego cuda odsyłam do obfitej literatury, na przykład u doktora Różańskiego. Jest to bardzo silne ziółko, dlatego przy jego stosowaniu należy zachować rozwagę i ściśle trzymać się zaleceń. Kokorycz pusta pojawiła się w Ostoi dokładnie w drugim roku moich w niej działań, i od tamtej pory rozrasta się coraz obficiej. Jest magnesem dla trzmieli, które o tej porze roku niewiele mają pożytków, cieszą się też nią pierwsze pszczoły-murarki opuszczające mój domek dla owadów. Kokorycz obecnie jest w pełni kwitnienia, a gdy tylko wyda nasiona zniknie, do następnej wiosny, ale trwałym po niej wspomnieniem zostanie ten intrakt w słoiku.
W innych słoikach rozpoczynam eksperymenty z tak zwanymi fermentowanymi sokami roślinnymi (FSR), które na początek sporządzam z żywokostu i pokrzywy w małych, próbnych ilościach. FSR zawierają żywe kultury bakterii, takich, jakie żyją na roślinach z których je sporządzamy. W bardzo dużym rozcieńczeniu służą do poprawy jakości gleby i wspomagania wzrostu roślin. Dowiedziałem się o nich czytając o naturalnym rolnictwie rodem z Korei i postanowiłem zacząć zgłębiać temat. Koreańscy rolnicy stosują wiele niezmiernie skutecznych metod, których wspólną cechą jest to, że surowce w nich stosowane są niezwykle tanie, lub zgoła darmowe, a przy tym całkowicie naturalne. O tym, jak idą eksperymenty, będę informował w dalszych wpisach, na razie trzeba czekać, aż bakterie zrobią swoje i rośliny w słoikach zamienią się w życiodajną ciecz.
Narzekałem, narzekałem, ale się doczekałem - wyszły wreszcie narcyzy! I te mniejsze, i te większe, zabrały się za kwitnienie. Te tutaj celowo opasują grządkę, aby chronić ją przed podziemnymi agresorami - krety, myszy i nornice nie lubią podobno narcyzów. W Ostoi nie mam zasadniczo (odpukać) problemów z tymi stworzeniami, strzeżonego jednak ... A nawet jeśli nie przeciw kretom, to dla samego widoku, warto ujmować grządki w takie ramy. Dodatkowo, powinny one zapobiec wchodzeniu traw na grządki, co roku jesienią dosadzam więc kolejne, mając w planie otoczyć narcyzami wszystkie grządki roślin wieloletnich. A póki co, wracam wraz ze swoimi słoikami do miasta, potrzebują one bowiem ciepła i uwagi, no i ... co to by był za powrót ze wsi do miasta, bez słoików?
Ferwor prac nie zwalnia jednak od spaceru, niemal o zmierzchu wyruszam więc, a to sunąc ciemną doliną, a to łapiąc ostatnie słońce na łąkach. Każdy niemal spacer ujawnia coś nowego, nigdy nie wiadomo co się zza zakrętu wyłoni. I tym razem również, niedaleczko, widok jak po przejściu tatarskiego najazdu lub ministra Szyszki plenipotentów. Były drzewa - nie ma drzew. Tu jednakże, to bóbr, morderca drzew, bezlitośnie wykarczował co mu przypadło do gustu. Cały ciemny lud tnący co popadnie nie wykarczował tylu drzew w Dolinie Rawki, ile od czasu reintrodukcji bobry wycięły. Czy bobry są eko, niech każdy sam osądzi.
Bele siana nadal gniją na łące, bardzo by mi się one przydały. Ileż to grządek można by założyć, gdyby obfitość takiego siana mieć. Można by metodę Ruth Stout porządnie potestować, no może poza jej upodobaniem do ganiania po ogrodzie nago, bo niestety już komary się roją na potęgę. Niestety dodzwonić się do właściciela bel nie udaje, dlatego pozostaje się oblizywać, fotografować, i dalej dzwonić próbować.Wysoka woda zimowa usypała piękny prezencik - hałdę czyściutkiego, jak przesianego piasku rzecznego, Piasek taki doskonały jest na przykład do ukorzeniania w nim sztobrów czy sadzonek z pędów zdrewniałych, problem tylko etycznej natury i prawnej tu jest, bo było nie było, prezencik leży w rezerwacie. Może jednak za jedno wiaderko przyroda się nie pogniewa, a władze ścigać nie będą? Mam piasku bez liku i ten nie jest mi akurat potrzebny, z lubością jednak obserwuję, jak przyroda potrafi człowiekowi pomóc - piasek przetransportować, przepłukać i usypać pod nosem.
Tymczasem w słoiku kokorycz kąpie się w alkoholu, powstaje Intractum Corydalidis, czyli intrakt z ziela i bulwek tej sympatycznej roślinki. Zainteresowanych charakterystyką, działaniem i dawkowaniem tego cuda odsyłam do obfitej literatury, na przykład u doktora Różańskiego. Jest to bardzo silne ziółko, dlatego przy jego stosowaniu należy zachować rozwagę i ściśle trzymać się zaleceń. Kokorycz pusta pojawiła się w Ostoi dokładnie w drugim roku moich w niej działań, i od tamtej pory rozrasta się coraz obficiej. Jest magnesem dla trzmieli, które o tej porze roku niewiele mają pożytków, cieszą się też nią pierwsze pszczoły-murarki opuszczające mój domek dla owadów. Kokorycz obecnie jest w pełni kwitnienia, a gdy tylko wyda nasiona zniknie, do następnej wiosny, ale trwałym po niej wspomnieniem zostanie ten intrakt w słoiku.
W innych słoikach rozpoczynam eksperymenty z tak zwanymi fermentowanymi sokami roślinnymi (FSR), które na początek sporządzam z żywokostu i pokrzywy w małych, próbnych ilościach. FSR zawierają żywe kultury bakterii, takich, jakie żyją na roślinach z których je sporządzamy. W bardzo dużym rozcieńczeniu służą do poprawy jakości gleby i wspomagania wzrostu roślin. Dowiedziałem się o nich czytając o naturalnym rolnictwie rodem z Korei i postanowiłem zacząć zgłębiać temat. Koreańscy rolnicy stosują wiele niezmiernie skutecznych metod, których wspólną cechą jest to, że surowce w nich stosowane są niezwykle tanie, lub zgoła darmowe, a przy tym całkowicie naturalne. O tym, jak idą eksperymenty, będę informował w dalszych wpisach, na razie trzeba czekać, aż bakterie zrobią swoje i rośliny w słoikach zamienią się w życiodajną ciecz.
Narzekałem, narzekałem, ale się doczekałem - wyszły wreszcie narcyzy! I te mniejsze, i te większe, zabrały się za kwitnienie. Te tutaj celowo opasują grządkę, aby chronić ją przed podziemnymi agresorami - krety, myszy i nornice nie lubią podobno narcyzów. W Ostoi nie mam zasadniczo (odpukać) problemów z tymi stworzeniami, strzeżonego jednak ... A nawet jeśli nie przeciw kretom, to dla samego widoku, warto ujmować grządki w takie ramy. Dodatkowo, powinny one zapobiec wchodzeniu traw na grządki, co roku jesienią dosadzam więc kolejne, mając w planie otoczyć narcyzami wszystkie grządki roślin wieloletnich. A póki co, wracam wraz ze swoimi słoikami do miasta, potrzebują one bowiem ciepła i uwagi, no i ... co to by był za powrót ze wsi do miasta, bez słoików?
wtorek, 19 kwietnia 2016
Zapowiedź sezonu
Zazieleniła się Ostoja i okolice. Ale miejscami jest biało. To tam, gdzie kwitną dzikie śliwy i gruszki. Wśród białego kwiecia niosą się trele ptasząt wszelkiej maści, a nad wszystko wybijają się dwa głosy - żurawi znad rzeki i kruków z chmur. Nocami natomiast, zwycięzca jest tylko jeden - to żabi chór z bajorka, który prawie nie daje spać. Narcyzy i żonkile wyrastają wśród brzóz, na ziołowej spirali, w leśnym ogrodzie i przy domu, pięknie prezentując się na tle zieleni. A zieleń ta, to w większości kokorycz, której wysyp w tym roku jest wyjątkowo obfity.
W moim leśnym ogrodzie jak zwykle pierwsze zakwitły jagody kamczackie. Wśród kwiatów pracowicie uwijają się trzmiele oraz pszczoły murarki, widać okoliczne domki dla owadów spełniają swoje zadanie. Pszczół miodnych jak na razie nie widać, jest ich niestety z roku na rok coraz mniej. Grusza ulęgałka, która nie owocowała od lat, a którą intensywnie przyciąłem niefachowo, "po swojemu", na jesieni, cała w pąkach. Bardzo jestem ciekaw jakości jej owoców. Jakie by nie były, do czegoś się przydadzą - jeśli nie do konsumpcji czy przerobu, to na pokarm dla sąsiedzkich kur, albo w ostateczności na kompost.
W moich "wiecznie wilgotnych" donicach zgodnie z oczekiwaniami wschodzi rzodkiewka, znowu zapowiadają się fajne plony z tych jakże małych "poletek". Wielkim plusem jest to, że donice omijają ptaki i inny zwierz leśny, który bez skrupułów grasuje tej wiosny w ogródku. Żadne ziarenko bobu posadzone tydzień temu nie umknęło uwadze leśnego szkodnika, który z precyzją automatu rozgrzebuje grubą warstwę zrębek dokładnie nad nasionkiem. Podejrzewane o te czyny są wiewiórki, ale za ogon nie zostały złapane ... No cóż, bób posadzony ponownie i przykryty siatką przeciw ptakom, zobaczymy, czy to pomoże.
A tymczasem w mieście ... wszystko zapomidorowane. Sadzonki pomidorów okupują parapety oraz miejsce pod jarzeniówką. Jest to "wielopłaszczyznowy" eksperyment, bo po raz pierwszy tak wielka liczba odmian, po raz pierwszy część w koszyczkach a nie w doniczkach, i po raz pierwszy część podlewana wodą z dodatkiem herbatki kompostowej. Jak na razie pomidorki mają się dobrze, ale z niecierpliwością oczekuję dnia, kiedy to całe towarzystwo przenieść będzie można do Ostoi, co nastąpi jednak dopiero po Zimnej Zośce. Grządki z kostek słomy czekają już w gotowości na przyjęcie przybyszów z miasta - zapowiada się sezon pod znakiem pomidora.
W moim leśnym ogrodzie jak zwykle pierwsze zakwitły jagody kamczackie. Wśród kwiatów pracowicie uwijają się trzmiele oraz pszczoły murarki, widać okoliczne domki dla owadów spełniają swoje zadanie. Pszczół miodnych jak na razie nie widać, jest ich niestety z roku na rok coraz mniej. Grusza ulęgałka, która nie owocowała od lat, a którą intensywnie przyciąłem niefachowo, "po swojemu", na jesieni, cała w pąkach. Bardzo jestem ciekaw jakości jej owoców. Jakie by nie były, do czegoś się przydadzą - jeśli nie do konsumpcji czy przerobu, to na pokarm dla sąsiedzkich kur, albo w ostateczności na kompost.
W moich "wiecznie wilgotnych" donicach zgodnie z oczekiwaniami wschodzi rzodkiewka, znowu zapowiadają się fajne plony z tych jakże małych "poletek". Wielkim plusem jest to, że donice omijają ptaki i inny zwierz leśny, który bez skrupułów grasuje tej wiosny w ogródku. Żadne ziarenko bobu posadzone tydzień temu nie umknęło uwadze leśnego szkodnika, który z precyzją automatu rozgrzebuje grubą warstwę zrębek dokładnie nad nasionkiem. Podejrzewane o te czyny są wiewiórki, ale za ogon nie zostały złapane ... No cóż, bób posadzony ponownie i przykryty siatką przeciw ptakom, zobaczymy, czy to pomoże.
A tymczasem w mieście ... wszystko zapomidorowane. Sadzonki pomidorów okupują parapety oraz miejsce pod jarzeniówką. Jest to "wielopłaszczyznowy" eksperyment, bo po raz pierwszy tak wielka liczba odmian, po raz pierwszy część w koszyczkach a nie w doniczkach, i po raz pierwszy część podlewana wodą z dodatkiem herbatki kompostowej. Jak na razie pomidorki mają się dobrze, ale z niecierpliwością oczekuję dnia, kiedy to całe towarzystwo przenieść będzie można do Ostoi, co nastąpi jednak dopiero po Zimnej Zośce. Grządki z kostek słomy czekają już w gotowości na przyjęcie przybyszów z miasta - zapowiada się sezon pod znakiem pomidora.
Subskrybuj:
Posty (Atom)



















