Kociczka z sąsiedztwa co przyszła się pożywić, zjadłszy kęs mięska przeciąga się na słoneczku, a ja widząc jak najedzona odwraca się do mnie ogonem, rozmyślam o tym, jak dziwny jest ten świat.
W tak zwanych sklepach spożywczych, jak sama nazwa wskazuje, dostępna jest żywność, w niespotykanej w przeszłości obfitości. Problem w tym, że jeszcze 100 lat temu ponad 80% produktów wystawianych obecnie na półkach sklepowych nie było znanych ludzkości! Od zarania dziejów dieta ludzka ulegała powolnym metamorfozom, jednakże zmiany, jakie w niej zaszły w przeciągu ostatnich stu lat są po prostu kolosalne.
Wszyscy oczywiście zdajemy sobie sprawę z wpływu jaki zmiany w diecie wywarły na nasze zdrowie i jakość życia (wystarczy wspomnieć o epidemii otyłości), co jednakże jest zadziwiające, to zmiany jakie zaszły w postrzeganiu żywności i rozróżnianiu jej źródeł pochodzenia.
Obecnie w społecznej świadomości "zwykła" żywność to produkt wysoce przetworzony, w pudełkach, kartonach, plastikach, konserwowany, barwiony i sztucznie aromatyzowany. Obok niej, gdzieś na marginesie, funkcjonuje żywność "specjalna" - ekologiczna, specjalnie oznaczona, wymagająca szeregu certyfikatów, droższa, i niejednokrotnie - zdrowa tylko z nazwy (ale to temat na inny wpis).
To są wszystkim znane truizmy, co mnie dziś zastanawia, to fakt, iż sytuacja taka jest absurdalna - wychodząc ze starej prawdy "jesteś tym, co jesz", powinniśmy sięgając po żywność być pewnym, że służy nam ona dobrze. Jeśli jednak z jakichkolwiek względów produkt może nie spełniać tego wymogu, producenci i sprzedawcy powinni nas przed tym ostrzegać. Żywność prawdziwie zdrowa i ekologiczna, zawierająca tylko naturalne, zdrowe składniki, produkowana według tradycyjnych receptur, bez chemii barwników i konserwantów, nie powinna być w żaden sposób oznaczana! Oczywistym powinno być, że żywność "zwykła" to taki właśnie, zdrowy produkt. Żywność taka powinna dumnie wypełniać większość półek w centralnych częsciach sklepów, a nie kryć się gdzieś po kątach w bocznych alejkach.
Produkty żywnościowe będące bardziej wytworem przemysłu chemicznego niż rolno-spożywczego, powinny być natomiast w sposób wyraźny i czytelny oznakowane, jako nieekologiczne lub po prostu nienaturalne. I dopuszczenie takich właśnie produktów do obrotu powinno wymagać takiej masy atestów i biurokracji, jakiej obecnie wymaga produkcja i sprzedaż żywności ekologicznej!
Blog o permakulturze i Permakulturowym Miejscu Pokazowym "Ostoja" zlokalizowanym w sercu Puszczy Bolimowskiej, w obszarze Natura 2000, nad brzegiem rzeki Rawki, rezerwatu przyrody.
piątek, 7 marca 2014
środa, 19 lutego 2014
Oznaki wiosny
W Ostoi śnieg niemal zanikł - cienką warstwą trzyma się jeszcze w najchłodniejszych miejscach. Czas topnienia śniegów to moment doskonały, aby na swej ziemi wykreślić mapę miejsc ciepłych i chłodnych, poznać układ temperatur i prawa, które nim rządzą. Podstawową rolę odgrywają wystawa (położenie względem Słońca), zacienienie i wiatr. Z ostatnich obserwacji wiem, gdzie jest zdecydowanie najchłodniej - śnieg w kilku miejscach uparcie znikać nie chce, są to tak zwane "kieszenie zimna". Warto je zapamiętać.
Widać pączki na krzaczkach jagody kamczackiej. Niemal zakończyły one żywot w zeszłorocznych sierpniowych upałach, a jednak odżywają i (trzymajmy za to kciuki) chyba będzie z nich w tym roku pożytek.
Gleba jeszcze zmrożona, i choć rozum sugeruje, aby czekać, serce rwie się do ogrodowych prac. Tak więc przeglądam zgromadzone nasiona, zamawiam sztobry, czytam o rzeczach, o których pojęcie mam blade lub żadne, a na parapecie z mieście, zdala od Ostoi, zaczynają kiełkować miechunki, lawendy, szałwie i inne dziwne nasionka.
Choć na starorzeczach lód wciąż trzyma, na bajorkach rzęsa grzeje się w promieniach Słońca, a czasami niebo przecina para żurawi. Ich krzyk słychać coraz częściej - wróciły, i pewnie tak jak w zeszłym roku, budzić będą punktualnie skoro świt. Miło powitać "starych przyjaciół".
Brzozy jednakże wciąż śpią - nie leci jeszcze sok brzozowy. Szkoda, że w Ostoi sezon soku tego jest tak krótki - w zeszłym roku trwał ledwie tydzień.
Przez twardą i ciągle z lekka zmrożoną warstwę ziemi przebija się pierwszy krokus - zwiastun wiosny.
Wszelkie znaki na niebie i ziemi są niczym w porównaniu z tą niecierpliwością, jaka czai się we mnie - chcę sadzić, kopać, siać! Niechybna oznaka wiosny ... :-)
Widać pączki na krzaczkach jagody kamczackiej. Niemal zakończyły one żywot w zeszłorocznych sierpniowych upałach, a jednak odżywają i (trzymajmy za to kciuki) chyba będzie z nich w tym roku pożytek.
Gleba jeszcze zmrożona, i choć rozum sugeruje, aby czekać, serce rwie się do ogrodowych prac. Tak więc przeglądam zgromadzone nasiona, zamawiam sztobry, czytam o rzeczach, o których pojęcie mam blade lub żadne, a na parapecie z mieście, zdala od Ostoi, zaczynają kiełkować miechunki, lawendy, szałwie i inne dziwne nasionka.
Choć na starorzeczach lód wciąż trzyma, na bajorkach rzęsa grzeje się w promieniach Słońca, a czasami niebo przecina para żurawi. Ich krzyk słychać coraz częściej - wróciły, i pewnie tak jak w zeszłym roku, budzić będą punktualnie skoro świt. Miło powitać "starych przyjaciół".
Brzozy jednakże wciąż śpią - nie leci jeszcze sok brzozowy. Szkoda, że w Ostoi sezon soku tego jest tak krótki - w zeszłym roku trwał ledwie tydzień.
Przez twardą i ciągle z lekka zmrożoną warstwę ziemi przebija się pierwszy krokus - zwiastun wiosny.
Wszelkie znaki na niebie i ziemi są niczym w porównaniu z tą niecierpliwością, jaka czai się we mnie - chcę sadzić, kopać, siać! Niechybna oznaka wiosny ... :-)
piątek, 31 stycznia 2014
Czterej Jeźdźcy Apokalipsy
Pierwszy wpis w roku 2014 dedykuję analizie rzeczywistości w jakiej żyjemy zawartej w dokumentalnym filmie "Czterej Jeźdźcy Apokalipsy"
Zachęcam do obejrzenia i refleksji.
"Jednostka nie zmieni całego systemu, ale może zmienić siebie"
Naprawdę czas na zmiany!
Zachęcam do obejrzenia i refleksji.
"Jednostka nie zmieni całego systemu, ale może zmienić siebie"
Naprawdę czas na zmiany!
poniedziałek, 18 listopada 2013
Listopadowe pomysły




środa, 16 października 2013
Kolektor słoneczny z puszek
Kolejnym projektem zrealizowanym w Ostoi jest kolektor słoneczny z puszek po piwie. Zastosowania takiego kolektora są różnorakie - od ogrzewania pomieszczeń, poprzez podgrzewanie wody, a na wykorzystaniu w suszarni owoców czy grzybów skończywszy. Najpierw powstała drewniana rama o wymiarach dwa na jeden metr, a w niej dwie listwy z otworami na puszki.

Wiercenie otworów w 140 puszkach po piwie stanowiło najdłuższą fazę projektu. Przewiercone puszki klejone następnie były w kolumny po pięć, aby na koniec zostać zamontowane w ramie, w dziesięciopuszkowych kolumnach. Montaż przebiega błyskawicznie gdy wszystkie elementy są przygotowane, a całość zaczyna już w tej fazie projektu cieszyć oko.
Następnym etapem jest pomalowanie puszek czarnym matowym lakierem samochodowym, co samo w sobie jest proste, ale jak się okazuje lakier niezbyt dobrze trzyma się puszek. Być moze trzeba było użyć czarnej farby tablicowej? Puszki pomalowane lakierem samochodowym w sprayu wymagają obchodzenia się jak z jajkiem, gdyż nawet przy najlżejszym uderzeniu lakier zaczyna odpadać.
Gdy puszki są już na swoich miejscach, pora przewócić kolektor na brzuszek i zająć się plecami. Tu najważniejsze jest ocieplenie, ja użyłem do tego wełny mineralnej. "Plecy" powstały z cienkiej płyty HDF. Wykonałem w niej dwa otwory, wlotowy i wylotowy, przez nie podążać będzie powietrze przepływajace przez kolektor. Ostatnią czynnością w tej fazie projektu było dodanie przodu - czyli płyty z bardzo cienkiego, przezroczystego PCV.
I kolektor gotowy - młodzież określiła go mianem iPhona-Giganta. Został skończony w sobotę, gdy pogoda nie sprzyjała testom. Słońce ani na moment tak naprawdę nie wyszło zza chmur. W momentach, gdy jego tarcza była ledwo widoczna przez chmury, różnica temperatur między wlotem a wylotem wynosiła od 5 do 15 stopni. Nie nastrajało to zbyt optymistycznie. Z testami postanowiłem poczekać do niedzieli, licząc na zmianę pogody.
Niedzielny poranek rozczarował, słońce jedynie na sekundy rozświetlało podwórko. Po południu jednak wiatr rozwiał nieco chmur i "się zaczęło". Kolektor nagrzewał się błyskawicznie. Temperatura powietrza na wlocie (czyli temperatura panująca na podwórku tuż nad ziemią) wynosiła 18 stopni.
Oto co zobaczyliśmy na wylocie - 68,5 stopnia Celsjusza! Przy niezbyt silnym słońcu kolektor pozwalał ogrzać przechodzące przez niego powietrze o 50 stopni! Całkiem niezły wynik, nieprawdaż? Kolejnym krokiem w testach kolektora będzie wbudowanie napędzanego ogniwem solarnym wentylatorka, który wymusi dodatkowo obieg powietrza w kolektorze i zwiększy "ciąg". Działanie tego pierwszego kolektora zachęca do dalszych prób i eksperymentów, do których wszystkich zachęcam.

Wiercenie otworów w 140 puszkach po piwie stanowiło najdłuższą fazę projektu. Przewiercone puszki klejone następnie były w kolumny po pięć, aby na koniec zostać zamontowane w ramie, w dziesięciopuszkowych kolumnach. Montaż przebiega błyskawicznie gdy wszystkie elementy są przygotowane, a całość zaczyna już w tej fazie projektu cieszyć oko.


I kolektor gotowy - młodzież określiła go mianem iPhona-Giganta. Został skończony w sobotę, gdy pogoda nie sprzyjała testom. Słońce ani na moment tak naprawdę nie wyszło zza chmur. W momentach, gdy jego tarcza była ledwo widoczna przez chmury, różnica temperatur między wlotem a wylotem wynosiła od 5 do 15 stopni. Nie nastrajało to zbyt optymistycznie. Z testami postanowiłem poczekać do niedzieli, licząc na zmianę pogody.
Niedzielny poranek rozczarował, słońce jedynie na sekundy rozświetlało podwórko. Po południu jednak wiatr rozwiał nieco chmur i "się zaczęło". Kolektor nagrzewał się błyskawicznie. Temperatura powietrza na wlocie (czyli temperatura panująca na podwórku tuż nad ziemią) wynosiła 18 stopni.
Oto co zobaczyliśmy na wylocie - 68,5 stopnia Celsjusza! Przy niezbyt silnym słońcu kolektor pozwalał ogrzać przechodzące przez niego powietrze o 50 stopni! Całkiem niezły wynik, nieprawdaż? Kolejnym krokiem w testach kolektora będzie wbudowanie napędzanego ogniwem solarnym wentylatorka, który wymusi dodatkowo obieg powietrza w kolektorze i zwiększy "ciąg". Działanie tego pierwszego kolektora zachęca do dalszych prób i eksperymentów, do których wszystkich zachęcam.
poniedziałek, 7 października 2013
Spirala ziołowa

Ogródkowi postanowiłem nadać kształt spirali - sztadarowego rozwiązania z zakresu permakultury. Spirala bowiem, na bardzo małej powierzchni, pozwala stworzyć szereg zróżnicowanych siedlisk - i dla roślin lubiących gleby słabe, i dla tych wymagajacych żyznych, dla światło i cieniolubnych, dla lubiących wilgoć i preferujących suszę.

Konstrukcja spirali rządzi się określonymi prawami - powinna ona "kręcić się" zgodnie z ruchem wskazówek zegara, gdyż ułatwia to spływ wody. Kamienne ściany spirali tworzą magazyn ciepła gdy rozgrzewa je słońce, nie powinny więc być zbytnio zakrywane. Ideałem byłoby od strony południowej ulokować na poziomie gruntu oczko wodne - odbijane od jego tafli promienie słońca dodatkowo "doświetlałyby" spiralę. Tego ostatniego warunku niestety nie udało mi się spełnić - kształt mej piaskowej górki narzucał zlokalizowanie oczka od strony północnej. Być może jeszcze w przyszłości dodam drugie oczko, od strony południowej.

Ziemia ogrodowa została rozłożona tak, aby im niżej, tym grubszą warstwę stanowiła. Rośliny rosnące na górze spirali w teorii wymagają gleb słabszych, a te które sadzi się niżej, wolą gleby bardziej żyzne.

Przedostatnim etapem konstrukcji spirali było zasypanie jej powierzchni zrębką z drzew liściastych. Ma ona za zadanie uchronić spiralę przed erozją w czasie nadchodzącej zimy, a ponadto utrzymywać wilgoć i wolno się rozkładając, użyźniać glebę.

poniedziałek, 23 września 2013
Grzyb a Sprawa Polska



Dlaczego destruktywną? Jest sobotni poranek, spaceruję po swym lesie, a las ów wyglada jak pobojowisko. Wydeptany, połamany, rozdeptany i rozkopany, o braku jakichkolwiek jadalnych grzybów nie wspominając. Z prawej i z lewej dobiegają głosy kolejnych grzybiarzy, nacierających na ten biedny las, który z utęsknieniem oczekuje końca grzybiarskiego sezonu. Od paru lat okres ten z najprzyjemniejszego przekształca się w przekleństwo, gdyż serce się kraje na widok tego, co ludzka zachłanność może zdziałać w tak krótkim czasie. Nie chcemy naszego lasu grodzić, nie chcemy żyć jak w oblężonej twierdzy, grzyba Rodakowi nie żałujemy, wolelibyśmy jednak, aby Rodak ten potrafł uszanować wartości takie jak przyroda, cisza, własność i prywatność.
Grzybki, których zdjęcia ozdabiają ten wpis nie wyrosły w lesie. Wyrosły na podwórku, chronione od grzybiarskich hord płotem, ukryte wśród brzózek i sosenek. O tej porze roku w Ostoi nie ma sensu chodzić na grzyby do lasu - nie dość że człek nic nie znajdzie, to jeszcze się napatrzy i nasłucha. Oby do zimy.
Subskrybuj:
Posty (Atom)