Czerwiec dobiega już końca, a ja absolutnie nie miałem czasu nic o tym, co się dzieje w Ostoi napisać. Nie odwiedzałem jej za często, ale strategicznie zaplanowane wizyty pozwoliły utrzymać przy życiu jak do tej pory wszystko, co zostało posiane i posadzone, bez uruchomionego podlewania. Czerwiec w mojej opinii był miesiącem zasadniczo suchym, ale z mojej perspektywy było dość mokro, bo sporo czasu spędziłem w stawie, sadząc ciekawe rośliny wodne - nad wodą, pod wodą oraz na krawędzi wody i lądu. Strzałka olbrzymia, rozpław sercolistny, przęstka pospolita i manna mielec uzupełniły florę stawu. Na brzegu posadziłem pierwsze egzemplarze lasecznicy trzcinowatej, jednej z najwyżej rosnących traw jakie da się w naszym klimacie uprawiać.Sadzenie roślin wodnych w ponad trzydziestostopniowe upały to sama przyjemność, szczególnie że mój staw ma niezwykle zróżnicowaną termikę. W zależności od preferencji, można się przemieścić w płytką strefę ciepłą lub do bardzo zimnej strefy głębokiej. Pięknie wyczuwalna w trakcie pływania jest też termoklina, czyli rozwarstwienie wody ciepłej i zimnej na pewnej głębokości. Obserwacje wskazują, że o tym wszystkim wiedzą też ryby, wybierając sobie rejon zimny w ciągu dnia, ale odwiedzając najcieplejsze kąty stawu od wieczora do poranka. Na płyciznach okazjonalnie widać też tarło rybek, będzie więc wkrótce ich kolejne pokolenie.
Blog o permakulturze i Permakulturowym Miejscu Pokazowym "Ostoja" zlokalizowanym w sercu Puszczy Bolimowskiej, w obszarze Natura 2000, nad brzegiem rzeki Rawki, rezerwatu przyrody.
środa, 29 czerwca 2022
Suchy czerwiec czy mokry?
wtorek, 24 maja 2022
Ulubiony i znienawidzony maj
Maj to czas tak intensywnej pracy, że czasami człowiek zapomina jak się nazywa. Sadzenie i siewy, siewy i sadzenie. W tym roku próbuję posiać więcej kukurydzy, w celu wypracowania szybciej dojrzewającej rasy lokalnej. Posiałem w wielodoniczkach zarówno własne nasiona zbierane z odmiany Black Aztec oraz z kukurydzy cukrowej, jak również nasiona kilku innych odmian jakie udało mi się zdobyć. Będę się starał zebrać nasiona z najszybciej dojrzewających roślin i wysiać w przyszłym roku. W zupełnie innym miejscu, posadziłem nieco egzemplarzy odmian czystych, aby je jeszcze przez jakiś czas u siebie utrzymać, bo z eksperymentami jak wiadomo może być różnie. Tym bardziej, że kukurydza ma rosnąć głównie w pasach pomiędzy drzewami leśnego ogrodu, a tam i nornica, i kret, i ptaków hordy. No ale jak zwykle - szukamy czempiona, czyli roślin, które pomimo wszystko urosną, i dadzą plon.
czwartek, 21 kwietnia 2022
Czas żonkili i forsycji
Kwiecień w Ostoi zawsze zaczyna się żonkilami, teraz oficjalnie zwanymi narcyzami. Dziwne, sadziłem żonkile, a po latach rosną narcyzy, czego to spece od systematyki nie wymyślą ... Sadziłem je z myślą o tym, że wyznaczą skraje ścieżek i grządek, są więc porozrzucane po całej Ostoi, ale zawsze niemal tworzą jakieś linie, coś wskazujące. Miałem w planie sadzić minimum sto kolejnych co roku, aby kiedyś dojść do stanu jaki podziwiałem w Szwecji, gdzie w początku maja zielone skarpy schodzące do Bałtyku usiane są gęsto żółtymi gwiazdkami żonkili, co z pokładu łodzi kołyszącej się na falach wygląda bosko. Z powodu braku morza jednak, wybrałem drogę praktyczną i o ile żonkile jeszcze będę dosadzał, to właśnie wzdłuż "szlaków komunikacyjnych".
W Warszawie żółto wszędzie od forsycji, ale w Ostoi do pełni kwitnienia jeszcze daleko. Na razie cieszą forsycje rosnące u innych, ja posadziłem je u siebie w wielogatunkowym żywopłocie dopiero w zeszłym roku, mam więc tej wiosny dziesięć kwiatków na krzyż. Forsycja niestety nie jest dobrym pożytkiem dla pszczół, ale za to ma inną cenną cechę. Gdy zakwita, pokazuje ogrodnikowi, że nadszedł czas - w fenologii to znak, że można już siać do gruntu zielony groszek, marchew, sałatę, buraki, szpinak czy rzodkiewki. Wziąłem się więc za siew groszku, aczkolwiek jestem pesymistą. Pewnie dudki jak co roku wszystko wyjedzą. Równolegle więc, mam rozsadę w doniczkach, bo czego jak czego, ale początku lata bez strączków prosto z krzaczka sobie nie wyobrażam. Kwitnienie forsycji to też moment, kiedy masowo zaczynają kiełkować nasiona chwastów tam, gdzie ziemia była goła i przekopana. I choć u mnie wszystkie grządki albo wyściółkowane, albo uzupełnione kompostem, zaczynam mieć oko na niepożądane rośliny, usuwam je gdy jeszcze są maleńkie, aby zaoszczędzić sobie pracy później w sezonie.
Niebo złote ci otworzę,w którym ciszy biała nićjak ogromny dźwięków orzech,który pęknie, aby żyćzielonymi listeczkami,śpiewem jezior, zmierzchu graniem,aż ukaże jądro mleczneptasi świt.
piątek, 25 marca 2022
Na co się zanosi?
Marzec toczy się powoli, a wiosna raczej wkrada się po cichu tylną furtką do Ostoi, niż dumnie wkracza frontową bramą. Z ziemi zaczynają wychodzić pierwsze pokrzywy, zakwitły też krokusy, a w każdym z nich urzędują co najmniej trzy pszczoły, gdy dopisuje pogoda. Rodziny pszczele przezimowały wszystkie szczęśliwie, zanosi się więc (tfu tfu tfu trzy razy przez lewe ramię aby nie zapeszyć) na dobry początek pszczelarskiego sezonu. W ciepłych dniach trzeciej dekady marca pszczoły noszą intensywnie pyłek z wierzb, leszczyn i moich krokusów, uwijając się pracowicie zawsze, gdy tylko pogoda na to pozwala.Burzliwa pogodowo końcówka zimy zaowocowała powywracanymi przez wiatr drzewami, a niektóre z nich raczyły wpaść do stawu. Nieco wysiłku kosztowało mnie ich wydobycie, ale udało się to poczynić jednoosobowo. W trakcie zimy uschły trzy wielkie osiki okorowane przez bobry u nasady. Gdy zaczęły się chylić w stronę stawu, podjąłem decyzję o ich wycięciu. Z pomocą zaprzyjaźnionego arborysty udało się nam sprawić, że poleciały w kierunku dokładnie przeciwnym. Kolejne jednak dwa cenne dni z marcowego kalendarza zostały przeznaczone na to, co nie było w planach, a przez to z kolei inne prace się opóźniają lub zgoła idą ad acta. Nie będzie więc w tym roku wiosennych nasadzeń drzew i krzewów, musi to poczekać do jesieni.Nie można jednak zaniedbać wiosennych siewów. Wszystkie znaki na niebie i ziemi oraz w mass mediach wskazują na to, że czeka nas naprawdę trudny rok. Żywność nie tylko może drastycznie zdrożeć, ale po prostu może jej najzwyczajniej w świecie zabraknąć. I to nie jakichś artykułów luksusowych, ośmiorniczek czy innych kawiorów, ale zwykłego zboża na chleb czy ziemniaka do garnka. Braki w dostępności paliw, nawozów i środków ochrony roślin wpłyną silnie na rolnictwo wielkoprzemysłowe, z jednej strony utrudniając produkcję rolną, a z drugiej czyniąc ją nieopłacalną. Dlatego jeść będą ci, którzy sobie teraz posieją. Planowałem zmniejszyć uprawę ziemniaków, ale z dzisiejszej perspektywy wygląda na to, że byłby to samobójczy strzał w kolano i że powinienem uczynić dokładnie odwrotnie. Muszę to jeszcze przemyśleć, a na razie sieję bób, groszek, sałaty, selery, oraz pierwsze papryki i pomidory.
sobota, 19 lutego 2022
O czym tu pisać?
Tegoroczny luty w Ostoi nie nastraja do pisania. Pogoda nie dopisuje, burze i sztormowe wręcz wiatry przewalają się nad lasem, fruwają gałęzie i nawet wiadra z wodą. Z drewutni zdarło papę, dobrze (odpukać) że nie dach z chałupy. W ostatnich dniach pełnia w połączeniu z takim biometem sprawia, że robię tylko to, co konieczne i możliwe, czyli w sumie niewiele. Część planów musi ulec odroczeniu. Sprawdzam jednakże stan uli i z radością obserwuję, że z każdego z nich kilka pszczół zaklina pogodę i próbuje dokonać oblotu. Średnio im to wychodzi, ale to dobry znak (odpukać), że wszystkie rodziny przezimowały.W kuchni natomiast, gdzie ani pełnia, ani wiatr nie mają dostępu, trwa nieustannie sezon na dynie. Ostojowe plony sprawiają, że zupa dyniowa jest zawsze w karcie, a i inne pomysły na to jedno z trójcy najwspanialszych w mojej opinii warzyw też są realizowane. Ważniejszym jednak jest to, że absolutnie każdą dynię, która trafia do kuchni próbuję, i o ile spełnia moje kryteria, zachowuję z niej nasiona. A selekcja ukierunkowana jest na kilka czynników, ale ten sprawdzany w kuchni, to smak. Moje dynie mają być bogate w karoten i być słodkie. I z takich owoców nasiona posadzę w tym sezonie. Oczywiście, selekcja trwała w ogrodzie (nasiona można pobrać tylko z tych roślin, które wydały owoce), oraz pod względem zdatności do przechowywania (widzę ją teraz doskonale, wybierając egzemplarze do kuchni).
Aby pobrać nasiona, trzeba dynię przekroić. Brzmi to jak truizm, ale o wiele lepiej z punktu widzenia kulinarnego jest piec ją w całości, a dopiero potem wybierać słodki, pachnący miąższ. To jednak nie pozwala nasionom przeżyć, kroję więc dynie na pół i dopiero później użytkuję kulinarnie, no i zbieram nasiona, o ile rokują szansę na dobry plon. Przy tej okazji ujawnia się potęga życia - we wnętrzu niektórych dyń w lutym zaczynają kiełkować nasiona. W ciemnym, wilgotnym, ciasnym wnętrzu pokrytego grubą skórą owocu. Powstaje więc tu dylemat - docenić pęd do wolności, czy raczej zdyskwalifikować jako egzemplarz niezbyt zdatny do przechowywania i nie pobrać nasion? Czy wiecie, jaki jest mój wybór? A jaki byłby Wasz?
Przygotowania do wiosny i do tego sezonu to także testy z jednej strony zebranych nasion, z drugiej podłoży do wysiewu nasion i uprawy rozsad. Nie uwierzycie, jak wiele winy przypisujemy sobie, podczas gdy wina leży gdzie indziej. Choć na opakowaniu nasion sałaty widnieje informacja, że "są ważne do X.Y", to potrafią już dziś nie kiełkować. Wysiejesz, czekasz i nic. Myślisz, że jesteś złym ogrodnikiem, tymczasem, nasiona po prostu są marne. Podobnie, używasz jakiegoś podłoża i uzyskujesz rachityczne siewki. Myślisz, że to Twoja wina, a tymczasem to marne podłoże. Dlatego, robię siewy testowe przed sezonem, żeby się później nie rozczarować i przede wszystkim nie tracić czasu na coś, co nie ma szans wypalić.
Tak to jest, gdy nie wiadomo o czym pisać - od przewróconych wiader do Juranda ze Spychowa. Kończę więc, dokumentując najjaśniejsze chwile tego niezbyt ciekawego miesiąca. Trzymajcie się ciepło.
środa, 26 stycznia 2022
Zgniła zima
No i mamy nowy rok, styczeń i kolejną zimę, kiedy śniegu jak na lekarstwo, a mroźne noce przeplatają się z dniami o dodatnich temperaturach. Nazywam to zgniłą zimą, bo de facto, jest to czas dekompozycji wszystkiego - od opadłych liści począwszy, po chęć wypadów w plener. Na szczęście, lubię każdą pogodę i staram się dostosowywać do tego, co akurat wyż czy niż przyniosą. Najbardziej denerwuje mnie brak pokrywy śnieżnej, gdyż mrozy są wtedy najbardziej szkodliwe dla roślin, szczególnie przy wiatrach, które tu, w Ostoi bywają silne tej zimy. Zaletą zgniłej zimy jest to, że bywają dni, kiedy zrębka, kompost czy kostki słomy nie są zmrożone i można nieco popracować i pościółkować. W stercie zrębki kwitnie grzybne życie. W zależności od tego, jak bardzo dana warstwa jest wilgotna i zbita, gdzieniegdzie jest aż biało od grzybni, a w innych miejscach raczej czarno od bakteryjnego rozkładu. Cieszy mnie i jedno, i drugie, ważne że zrębki są bogate w żywe organizmy, które zasilą glebę w ściółkowanym nimi leśnym ogrodzie. Ponieważ nie jest to pierwszy rok takiego ściółkowania, stosuję "dawkę przypominającą", grubości około pięciu centymetrów. Tyle z powodzeniem wystarczy tam, gdzie główne nasadzenia to drzewa i krzewy.
Zajrzyjmy do kącika przy bramie, zwanego Trójkątem - jeszcze rok temu był tu absolutnie szczery piach, szczery do bólu, bo nie rosło w nim nic, nad wszystkim dominowała jedynie czeremcha amerykańska. Nieco pościółkowałem, nieco powysiewałem, coś tam posadziłem, i dzisiaj w styczniu, pokazują się spod ściółki poziomki, truskawki i inne atrakcje. Kolejny mały spłachetek ma szansę od wiosny zielenić się na dobre tam, gdzie szarzał piach. Oczywiście, posadzone jest też drzewko owocowe i kilka krzewów, aby wszystko razem mogło zacząć wyścig do słońca od wiosny. Początkowo konieczna będzie obserwacja i reagowanie, jeśli zakątek ten będą chciały skolonizować trawy - nie jest to miejsce bowiem dla nich przeznaczone. Gdy tylko się pojawią, postaram się je usuwać ręcznie, aby się nie rozpanoszyły. Mam nadzieję że dzięki ściółce nie będzie to zbyt absorbującym obowiązkiem.
A skoro wspomniałem siewy, to wróćmy jeszcze do Ostoi na moment. Jak co roku, robię nieco siewów zimowych, czyli z jednej strony sieję nasiona roślin wymagających stratyfikacji do pojemników, które pozostawiam na mrozie, jak i sieję nieco nasion wprost do gruntu lub po prostu w trawę. Ostatnio korzystając ze zgniłej zimy, i faktu, że pszczoły śpią, przejechałem kosiarką elektryczną pas przed ulami, przycinając panoszące się trawy i jeżyny. Ścinki z nich zmieszały się ze śniegiem, tworząc cieniutką ściółkę. Wysiałem tu trochę nasion koniczyn, z niewielkim dodatkiem facelii w nadziei, że coś z tego dla pszczół wyrośnie, gdy się ociepli.




























