wtorek, 7 lipca 2026

Po żarze

 

Niespotykana fala upałów spadła na Polskę, nie omijając oczywiście Ostoi. Moje termometry odnotowały absolutny rekord - 40.4C w cieniu. Część upraw broniła się jak mogła - zwieszała smętnie liście, by ograniczyć parowanie. Szczególnie dynie i cukinie wyglądały fatalnie w lejącym się z nieba żarze. W miejscach najbardziej nasłonecznionych, suchych i eksploatowanych przez korzenie drzew uprawy się poddały i po prostu uschły. Zebrałem suszony groszek i bób, w kilku miejscach nie zbiorę fasolki szparagowej. Wiele roślin, szczególnie kapustnych, zareagowało na ten upał pójściem w kwiat, co też w zasadzie w większości wyłącza je z plonowania.

W okresie największych upałów Ostoja pozostawiona była samej sobie, na tydzień. Bez jakiegokolwiek podlewania. Podlana "na odchodne" w czwartek, opuszczona do kolejnego czwartku. W międzyczasie, padały te rekordy temperatur, notowane przez termometry. Pomimo, że jak już wspomniałem, straty wystąpiły, to zadziwiająco wiele ocalało. Powiedziałbym, że ponad 90%. Nie straciłem ani jednej rośliny ciepłolubnej - ani jednego pomidora, dyni czy cukinii. Odżywały one rychle gdy sięgnął ich cień. Zdumiewająco zareagował dziki ryż, rosnąć wyśmienicie, choć opadł mu znacząco poziom wody. Rzodkiewki wydały pyszne strąki, napiszę o tym zapewne w kolejnym wpisie, bo jest o czym pisać. Tam, gdzie panuje niemal absolutny cień (pozdrawiam specjalistów, którzy piszą, że warzyw nie można uprawiać w cieniu), przetrwały i groszki, i tyczne fasole. Co ciekawe, niezależnie od miejsca, świetnie się mają fasole karłowe, ziemniaki i kukurydza.

Na metalowych grządkach Stalowej Ósemki wszystko w opinii internautów miało się w upał usmażyć, tymczasem to właśnie tu kondycja roślin jest najlepsza. Myślę, że zawdzięczam to niezwykle gęstemu sadzeniu, dającemu cień oraz temu, że w tych grządkach jest najświeższa i najlepsza gleba w całej Ostoi. Poza sałatami, które po prostu się usmażyły, nie ma w praktyce na tych grządkach innych strat. W teorii, każda z grządek powinna dostać tygodniowo 40 litrów wody, a przy takich upałach pewnie jeszcze więcej, tymczasem ja podlewam każdą z nich 10 litrami wody raz na tydzień, a w te upały hojnie wylałem po 15 litrów na grządkę. Jak widać, a zdjęcie zrobione jest o poranku po najbardziej upalnych dniach, wystarczyło to, by wszystko przetrwało.

Największym zmartwieniem jest poziom wody w stawie, który sukcesywnie opada. Jest to spowodowane nie tylko pogodą i upałami, ale także tym, co dzieje się na sąsiednich działkach. Bezmyślne koszenie w upały, do gołej ziemi, kopanie niezacienionych stawów, wycinanie drzew i krzewów, wszystko to sprawia, że obniża się drastycznie poziom wód gruntowych, a parowanie zdecydowanie dominuje nad opadami. Sąsiedzi w klasyczny sposób zamieniają krajobraz w pustynię i trzeba się liczyć z tym, że z czasem osiągną sukces w swych działaniach. Jest to niezwykle przykre, ale cóż - żadna argumentacja nie wydaje się docierać do ludzi, nie nauczą się, dopóki się nie sparzą. Szkoda tylko, że wtedy będzie już dla drzew, krzewów i stawów za późno.

Poza tym, życie w siedlisku toczy się jak zwykle. Starą suszarkę do naczyń powiesiłem na tylnej ścianie szopy, by służyła jako półka.
Na półkę odkładam sznurki z kostek słomy, zużytych do ściółkowania. Znajomy odbiera te sznurki co jakiś czas, wykorzystuje do podwiązywania pomidorów w swojej szklarni. Przez jakiś czas z nich nie skorzysta, bo na półce gniazdo uwił kos, centralnie na sznurkach. Trzeba poczekać aż lokatorzy opuszczą gniazdo. 
Kiedy piszę te słowa, żar ustąpił, ale nie jest powiedziane, że nie wróci. Sądzę, że wracać będzie regularnie, silniej i na dłużej. Trzeba będzie się przyjrzeć wszystkiemu i zastanowić się poważnie, co jeszcze zacienić, lub co przenieść w cień. Rzadziej ale obficiej podlewać i grubiej ściółkować. Zbierać nasiona z tego, co przetrwało żar. Kto wie, może niedługo będziemy pisać o sobie "my, ogrodnicy klimatu gorącego i suchego"? Całe szczęście że nieco wiemy, jak sobie z tym radzić. Damy radę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz