We wszelkich dziedzinach zajmujących się czymkolwiek ożywionym, występuje element loterii. Nauki nieożywione są uprzywilejowane - metr zawsze ma metr, a kilogram wazy kilogram. Ale taka gałąź na przykład - wczoraj miała 97 centymetrów, a dziś ma 101.. Ale to jeszcze nic - w kilku poprzednich sezonach rozregulowane przymrozki biły w ogród jeszcze między 5 a 7 czerwca, w tym roku nie pojawiły się po 10 maja, Zimni Ogrodnicy nie przyjechali. Praktycznie od chwili wysiania nasion na rozsady człowiek siedzi i myśli - kiedy będę mógł je posadzić? Sadzić wcześniej, i ryzykować, czy jednak grać zachowawczo, i czekać? Co roku na takiej loterii można wygrać, ale też można ponieść klęskę spektakularną.
Doświadczenie coś tam oczywiście podpowiada, ale gwarancji nie ma żadnych do czasu, gdy ryzyko przymrozków minie ostatecznie. W tym roku zalicytowałem ostro i przystąpiłem do sadzenia w... Zimnych Ogrodników, obstawiając, że anomalią tego roku będzie... brak anomalii w postaci przymrozków w czerwcu, no i ciepli Zimni Ogrodnicy. W połowie czerwca, gdy pisze te słowa, wygląda na to, że obstawiłem właściwe konie i że termin wysadzenia do gruntu, na kostki słomy oraz na grządki podwyższone tych wszystkich pomidorów, cukinii i dyń był najlepszy z możliwych. Jak to mówią, kolejny raz udało się uciec grabarzowi spod łopaty.
Tymczasem, grządki produkują już niebywałą obfitość warzyw liściowych, nie do przejedzenia. Chyba nieco przesadziłem z nasadzeniami, trzeba było tego posadzić połowę. Z drugiej strony jednak, są i porażki. Największa to całkowite rozczarowanie nasionami z wymiany. Namówił mnie do niej pewien zagraniczny hodowca z kilkudziesięcioletnim stażem, z dalekiego kraju. Chciał, bym wypróbował jego nasiona, efekt pracy selekcyjnej. Ja również wysłałem mu swoje. O ile moje nasiona dały radę, to na tych jego zawiodłem się strasznie. Sto procent rzodkiewek od razu poszło w kwiat, podczas gdy moje dały piękny plon. Z fasoli wykiełkowała co trzecia, na szczęście, posiałem też swoje. Krzaki ogórków są jak na razie o połowę mniejsze od moich. Jak widać, wymiany nasion z innymi ogrodnikami, nawet tymi znanymi, to też jest loteria.
Widomy znak nadchodzącego lata, szampan z kwiatów czarnego bzu został właśnie zabutelkowany, by być gotowy na świętowanie Letniego Przesilenia. Za chwilę korki zostaną zamknięte i przez następne dni wszyscy będą w duchu spekulować - wybuchnie, czy nie wybuchnie? Te same półlitrowe butelki służą mi kilkanaście lat, nie wybuchła żadna. Nowe, litrowe, testowane w zeszłym roku, potrafiły wybuchnąć. Prosty sposób pozwala mi jednak spać spokojnie - butelki trzymam w wiadrze z pokrywką, jeśli mają chęć wybuchać, to wolna wola, szkód nie poczynią. Jeśli ktoś ma dużą lodówkę i sporo miejsca w niej, to chłód również pomaga - nigdy żadna butelka nie wybuchła mi w lodówce, a wypiliśmy tego przez lata setki i sporo też rozdaliśmy. A sam "szampan" - jak to szampan - im chłodniejszy, tym lepszy.
Loteria więc jak widać trwa - od sadzonek (zmarzną czy nie zmarzną) po szampana (wybuchnie czy nie) - w permakulturowym siedlisku nie ma nudy. Oby na naszej loterii życia, w naszych rodzinach, ogrodach, siedliskach padały tylko same, pozytywne wygrane.
Wszystkiego najlepszego z okazji nadchodzącego Letniego Przesilenia i pięknego lata!









Brak komentarzy:
Prześlij komentarz