Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rokitnik. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rokitnik. Pokaż wszystkie posty

sobota, 19 listopada 2016

Zdążyć

Jeden z ostatnich tegorocznych weekendów przedzimowych w Ostoi wypełniony był pracą po brzegi. To ostatnia okazja aby posadzić jeszcze nieco drzewek i bylin. Setka rokitników i glediczji trójcierniowych znalazła nowy dom na skraju piaszczystej skarpy zwanej Zajęczą Górką. Nazwa jest bardzo adekwatna, konieczne więc było zabezpieczenie drzewek przed kłapouchami. Miejsce jest niezwykle niegościnne dla roślin, przez dziesięciolecia nie wyrosło tu nic poza mchami, porostami, odrobiną traw i wrzosu. teraz z wolna zaczynają je kolonizować sosny-samosiejki, próbuję więc nadać mu bardziej urozmaicony charakter, sadząc gatunki wiążące azot z powietrza i zwiększające żyzność gleby. Jeśli dziki nie wyryją, łosie, sarny, jelenie i daniele nie zniszczą a i ludzie nie pokradną, może coś z tego będzie ...

Drzewa niejednokrotnie zadziwiają swoją wolą życia. Niedaleko Ostoi, w miejscu, gdzie wiele lat temu spłonęło gospodarstwo, stoi sobie ten oto okaz - trafiony przez piorun, osmalony w pożarze, spróchniały i zgrzybiały, podziobany przez dzięcioły, a teraz jeszcze wyrzeźbiony przez szalonego bobra-artystę, który jednak musiał ugiąć się przed twardością gruszy. Drzewo nadal żyje, choć nie owocuje już. Drzew tak zniszczonych, a trwających jest w okolicy wiele, podziwiam te uparte okazy. Dlatego tak uparcie próbuję sadzić drzewa w Ostoi, pomimo wszelkich przeciwności, bo jest nadzieja, że choć kilka z nich przetrwa i rozrośnie się, a gdy to nastąpi, całe ich otoczenie zmieni się na korzyść. Jedyne, czego żałuję, to że drzewa te nie trafiły do Ostoi wiele lat temu. No ale jak to mówią, lepiej późno, niż wcale. Może jeszcze urosną i zdążę się nimi nacieszyć. A jeśli nie, to posłużą innym, i przyrodzie.

Gdy już uporałem się z drzewkami, przyszła pora na dwieście bulw krokusów i żonkili, które sadzę na obrzeżach leśnego ogrodu. Rośliny te skutecznie odstraszają gryzonie, tak przynajmniej wieść gminna głosi. Powinny również stanowić barierę dla traw i utrudnić ich wnikanie na grządki. Dodatkowo, cudownie wiosną wyglądają. Gdy bulwy są już w ziemi, biorę się za ostatnie ściółkowania grządek. Jak zwykle, brakuje mi materiału, chociaż wszystkie liście skrupulatnie wykorzystuję, chociaż dorzucam słomy i siana, chociaż resztki zrębki zużywam. Mało, mało i zawsze mało. Piachy Ostoi chłoną materię organiczną jak gąbka.

Ledwo kończę, a tu zaczyna się ściemniać i prószy pierwszy śnieg. Chciałbym, aby skoro zdążyłem ze wszystkim, padał teraz i padał, otulał ziemię, i grządki, i drzewka i te nieszczęsne dwieście żonkili i krokusów. Czekam od kilku lat na taki porządny śnieg, taki, w który można zanurkować prosto z sauny i zrobić przysłowiowego orła. Taki, który nie zniknie aż do wiosny i wreszcie zapewni ochronę przed mrozem glebie przez cały okres zimowy. Jak będzie, pożywiom-uwidzim, jak mówią bracia ze wschodu. Na razie nie wygląda na to, wrzosy wróżą zimę zmienną, z okresami bez śniegu. Wrzosową wróżbę zapisałem na karteczce i zweryfikuję na wiosnę. A tymczasem, wracam do miasta, aby zdążyć przed korkami na A2.

niedziela, 30 października 2016

Schyłek

Brak przymrozków i częste opady sprzyjają sadzeniu drzew w Ostoi. Ostatnio przybyło 15 drzew owocowych, którym towarzyszą rokitniki i syberyjskie karagany. Te dwie rośliny mają to do siebie, że wiążą azot z powietrza, czym przyczyniają się do wzrostu żyzności gleby. Uparłem się na nie, pomimo tego, że poprzednie próby ich wprowadzenia do Ostoi zawiodły. Tym razem, aby nie padły łupem zajęcy i saren, sadzę je razem z drzewami owocowymi, w obrębie płotu. Dodatkowo, staram się ujarzmić piachy Ostoi przy użyciu róż, dzikiej i pomarszczonej.

Drzewka staram się sadzić tak, aby tworzyły linie zgodne z ukształtowaniem terenu - każda linia drzew jest jak poziomica na mapie. Dzięki temu nie rosną też w równych rzędach jak w przemysłowych sadach, ale w sposób bardziej naturalny. Pomiędzy drzewka owocowe wplatam glediczje trójcierniowe, wyhodowane własnoręcznie z nasion, a więc jeszcze malutkie, one podobnie jak rokitniki i karagany wiążą azot z powietrza, ale na razie niemal ich nie widać. Na tym etapie dosadzam jeszcze kłącza żywokostu, rośliny która korzeniem sięga w głąb ziemi i wydobywa z niej minerały, oraz truskawki z własnego chowu, które wraz z dosianą wiosną koniczyną mają stworzyć okrywę dla grządek.

Oczywiście nie może zabraknąć grzybów, których obecność jest niezwykle istotna dla drzew. Zbieram więc różne gatunki z terenu i umieszczam w ściółce grządek, w postaci końcówek korzenia oraz zawiesiny z rozdrobnionych kapeluszy. Mam nadzieję, że podobnie jak w innych częściach Ostoi, przyjmą się dobrze. Obecnie w ogródkach królują muchomory czerwone, na podwórku jest ich wielokrotnie więcej niż w lesie, co pokazuje, że coś robię dobrze, A nie jest to tak bardzo skomplikowane - grzyby uwielbiają ściółkę ze zrębki, a jej używam niemal wszędzie.

Dwadzieścia metrów od podwórka zamieszkał bóbr. W tydzień skosił dwie duże osiki. Miałem inne plany, ale trzeba było pociąć i zwieźć. Pod górkę, taczką. Teraz każdy pieniek na pół, a potem porąbać. Będzie opał na ćwierć zimy, za rok czy dwa, jak wyschnie. Osik jest jeszcze kilkadziesiąt. Napoczął cztery kolejne ...
Te napoczęte poowijałem siatką, a najgrubszą owinąłem ... sprężynami z materacu starego łóżka. Miałem zamiar wykorzystać te sprężyny inaczej, jako stelaż do wiszącego, pionowego ogródka ziołowego, ale na razie i tak na to nie pora. Tym sposobem, ostatnia część starego tapczanu została "zrecajklowana". Absolutnie nic nie trafiło do śmieci. Fajnie, prawda?

To już ostatni moment, gdy widać liście dębu - bo oświetlają je ostatnie promienie zachodzącego słońca, no i maluczko, a wszystkie liście opadną. Dzień się zbliża do końca, dąb się tuli do płotu, a płot się chyli ku upadkowi, trzeba będzie się nim poważnie zająć na wiosnę. A tymczasem, u schyłku października łapię te ostatnie promienie i moment odpoczynku, po dniu solidnie przepracowanym. W kolejnych tygodniach jeszcze parę rund grabienia liści, jeszcze nieco ściółkowania grządek, podsypania kompostem tu i tam, i sezon ogrodniczy 2016 będzie można uznać za ostatecznie zamknięty. Nastanie czas odpoczynku od sadzenia i zbiorów, ale i oceny tego, co się udało, a co nie, i snucia planów na kolejny rok. Ale zanim to nastąpi, pora zająć strategiczną pozycję przy piecu i rozgrzać się nieco, bo Słońce zniknęło za horyzontem, pohukuje samica puszczyka, a z nieba mży. Taki to koniec kolejnego Ostojowego dnia....