Brak przymrozków i częste opady sprzyjają sadzeniu drzew w Ostoi. Ostatnio przybyło 15 drzew owocowych, którym towarzyszą rokitniki i syberyjskie karagany. Te dwie rośliny mają to do siebie, że wiążą azot z powietrza, czym przyczyniają się do wzrostu żyzności gleby. Uparłem się na nie, pomimo tego, że poprzednie próby ich wprowadzenia do Ostoi zawiodły. Tym razem, aby nie padły łupem zajęcy i saren, sadzę je razem z drzewami owocowymi, w obrębie płotu. Dodatkowo, staram się ujarzmić piachy Ostoi przy użyciu róż, dzikiej i pomarszczonej.
Drzewka staram się sadzić tak, aby tworzyły linie zgodne z ukształtowaniem terenu - każda linia drzew jest jak poziomica na mapie. Dzięki temu nie rosną też w równych rzędach jak w przemysłowych sadach, ale w sposób bardziej naturalny. Pomiędzy drzewka owocowe wplatam glediczje trójcierniowe, wyhodowane własnoręcznie z nasion, a więc jeszcze malutkie, one podobnie jak rokitniki i karagany wiążą azot z powietrza, ale na razie niemal ich nie widać. Na tym etapie dosadzam jeszcze kłącza żywokostu, rośliny która korzeniem sięga w głąb ziemi i wydobywa z niej minerały, oraz truskawki z własnego chowu, które wraz z dosianą wiosną koniczyną mają stworzyć okrywę dla grządek.
Oczywiście nie może zabraknąć grzybów, których obecność jest niezwykle istotna dla drzew. Zbieram więc różne gatunki z terenu i umieszczam w ściółce grządek, w postaci końcówek korzenia oraz zawiesiny z rozdrobnionych kapeluszy. Mam nadzieję, że podobnie jak w innych częściach Ostoi, przyjmą się dobrze. Obecnie w ogródkach królują muchomory czerwone, na podwórku jest ich wielokrotnie więcej niż w lesie, co pokazuje, że coś robię dobrze, A nie jest to tak bardzo skomplikowane - grzyby uwielbiają ściółkę ze zrębki, a jej używam niemal wszędzie.
Dwadzieścia metrów od podwórka zamieszkał bóbr. W tydzień skosił dwie duże osiki. Miałem inne plany, ale trzeba było pociąć i zwieźć. Pod górkę, taczką. Teraz każdy pieniek na pół, a potem porąbać. Będzie opał na ćwierć zimy, za rok czy dwa, jak wyschnie. Osik jest jeszcze kilkadziesiąt. Napoczął cztery kolejne ...
Te napoczęte poowijałem siatką, a najgrubszą owinąłem ... sprężynami z materacu starego łóżka. Miałem zamiar wykorzystać te sprężyny inaczej, jako stelaż do wiszącego, pionowego ogródka ziołowego, ale na razie i tak na to nie pora. Tym sposobem, ostatnia część starego tapczanu została "zrecajklowana". Absolutnie nic nie trafiło do śmieci. Fajnie, prawda?
To już ostatni moment, gdy widać liście dębu - bo oświetlają je ostatnie promienie zachodzącego słońca, no i maluczko, a wszystkie liście opadną. Dzień się zbliża do końca, dąb się tuli do płotu, a płot się chyli ku upadkowi, trzeba będzie się nim poważnie zająć na wiosnę. A tymczasem, u schyłku października łapię te ostatnie promienie i moment odpoczynku, po dniu solidnie przepracowanym. W kolejnych tygodniach jeszcze parę rund grabienia liści, jeszcze nieco ściółkowania grządek, podsypania kompostem tu i tam, i sezon ogrodniczy 2016 będzie można uznać za ostatecznie zamknięty. Nastanie czas odpoczynku od sadzenia i zbiorów, ale i oceny tego, co się udało, a co nie, i snucia planów na kolejny rok. Ale zanim to nastąpi, pora zająć strategiczną pozycję przy piecu i rozgrzać się nieco, bo Słońce zniknęło za horyzontem, pohukuje samica puszczyka, a z nieba mży. Taki to koniec kolejnego Ostojowego dnia....
Blog o permakulturze i Permakulturowym Miejscu Pokazowym "Ostoja" zlokalizowanym w sercu Puszczy Bolimowskiej, w obszarze Natura 2000, nad brzegiem rzeki Rawki, rezerwatu przyrody.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą osika. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą osika. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 30 października 2016
poniedziałek, 26 stycznia 2015
Zimowa huśtawka
W Ostoi prawdziwej, śnieżnej zimy jeszcze w tym roku nie było. Zimy takiej, gdy bez łopaty w samochodzie nie ma sensu do Ostoi jechać. Jak na przykład dwa lata temu, ech, wtedy to była zima. W tym roku jest taka zima, że raz jest troszkę śniegu, a raz go wcale ni ma :) Zdarzają się dni mroźne, zdarzają się odwilże, deszcze i dni nieomal wiosenne. Trudno orzec, czy to dobre dla przyrody, wydaje mi się że nie bardzo, bo momentami głupieje ona i w naszym ludzkim rozumieniu zachowuje się nieracjonalnie, no ale czy tak jest naprawdę, to tylko przyroda wie.
Odwilże upływają pod znakiem bobrowej aktywności. Bobry w tym roku, jak nigdy dotąd na przestrzeni kilkunastu lat, tną osikę. Nigdy przedtem tego nie robiły, cięły głównie olchy, brzozy, okazjonalnie młode dęby i sosny. W tym roku wyprawiają się bardzo, bardzo daleko wgłąb lądu właśnie po osikę, a ściętą wloką setki metrów do swych spiżarni. Na "miejscu zbrodni" pozostawiają objedzone z kory mniejsze fragmenty gałęzi, które pracowicie zbieram - może powstanie z tego płotek, cały w śladach zębów bobrowej hałastry. Gdy pogodowa huśtawka wychyla się w kierunku mrozów, bobry, jak duchy, znikają, i tylko kikuty pni świadczą o tym, że to ich królestwo.
Pora odwilży lub temperatur w okolicy zera to doskonały czas do obserwacji mikroklimatów. Świetnie wtedy widać, gdzie śnieg nie zalega, gdzie się topi, gdzie utrzymuje się najdłużej. Informacje te można wykorzystać przy planowaniu nowych nasadzeń. Widać też doskonale, jaki wpływ na tworzenie mikroklimatów mają nasze prace ziemne. Mini-swale (mały rowek wykonany dokładnie poziomo, mający na celu spowalniać wodę deszczową i pozwalać jej wsiąkać) cechuje się zdecydowanie wyższą temperaturą niż gleba powyżej i poniżej. Wszystkie powierzchnie utwardzone chłoną ciepło dnia i oddają je w nocy, śniegu na nich więc tyle co nic, lub wcale. W punkcie zerowym pogodowej huśtawki, w ogrodzie najwięcej śniegu na słomianych ściółkach, a całkiem go brak pod koronami drzew.
Gdy trafi się natomiast dzień odrobinę bardziej śnieżny i zdecydowanie bardziej mroźny, przyjeżdżając na parę godzin do Ostoi, nie ma co marzyć o nagrzaniu domu. Zamiast tego, lepiej rozpalić w survivalowym "rakieciaku" z 18 starych cegieł i przy użyciu dosłownie kilku gałązek upiec sobie kiełbaskę, czy co kto tam sobie upiec lubi. Ogieniek wśród śniegu ma moc magiczną, i samo patrzenie na niego sprawia, że człowiekowi na ciele i duszy cieplej. Wkrótce w Ostoi ma pojawić się piec z prawdziwego zdarzenia, ale póki co, taki nadworny piecyczek musi wystarczyć i czyni to całkiem nieźle. Każde okoliczności zimowej hustawki mają swój urok, ale jednak w styczniu wolałbym aby bobry spały, śnieg zalegał, a starorzecza pokrywał lód. Marzy mi się połowić z pod lodu okonie, wszystko jednak wskazuje na to, że przy tegorocznej huśtawce to się nie uda.
Odwilże upływają pod znakiem bobrowej aktywności. Bobry w tym roku, jak nigdy dotąd na przestrzeni kilkunastu lat, tną osikę. Nigdy przedtem tego nie robiły, cięły głównie olchy, brzozy, okazjonalnie młode dęby i sosny. W tym roku wyprawiają się bardzo, bardzo daleko wgłąb lądu właśnie po osikę, a ściętą wloką setki metrów do swych spiżarni. Na "miejscu zbrodni" pozostawiają objedzone z kory mniejsze fragmenty gałęzi, które pracowicie zbieram - może powstanie z tego płotek, cały w śladach zębów bobrowej hałastry. Gdy pogodowa huśtawka wychyla się w kierunku mrozów, bobry, jak duchy, znikają, i tylko kikuty pni świadczą o tym, że to ich królestwo.
Pora odwilży lub temperatur w okolicy zera to doskonały czas do obserwacji mikroklimatów. Świetnie wtedy widać, gdzie śnieg nie zalega, gdzie się topi, gdzie utrzymuje się najdłużej. Informacje te można wykorzystać przy planowaniu nowych nasadzeń. Widać też doskonale, jaki wpływ na tworzenie mikroklimatów mają nasze prace ziemne. Mini-swale (mały rowek wykonany dokładnie poziomo, mający na celu spowalniać wodę deszczową i pozwalać jej wsiąkać) cechuje się zdecydowanie wyższą temperaturą niż gleba powyżej i poniżej. Wszystkie powierzchnie utwardzone chłoną ciepło dnia i oddają je w nocy, śniegu na nich więc tyle co nic, lub wcale. W punkcie zerowym pogodowej huśtawki, w ogrodzie najwięcej śniegu na słomianych ściółkach, a całkiem go brak pod koronami drzew.
Gdy trafi się natomiast dzień odrobinę bardziej śnieżny i zdecydowanie bardziej mroźny, przyjeżdżając na parę godzin do Ostoi, nie ma co marzyć o nagrzaniu domu. Zamiast tego, lepiej rozpalić w survivalowym "rakieciaku" z 18 starych cegieł i przy użyciu dosłownie kilku gałązek upiec sobie kiełbaskę, czy co kto tam sobie upiec lubi. Ogieniek wśród śniegu ma moc magiczną, i samo patrzenie na niego sprawia, że człowiekowi na ciele i duszy cieplej. Wkrótce w Ostoi ma pojawić się piec z prawdziwego zdarzenia, ale póki co, taki nadworny piecyczek musi wystarczyć i czyni to całkiem nieźle. Każde okoliczności zimowej hustawki mają swój urok, ale jednak w styczniu wolałbym aby bobry spały, śnieg zalegał, a starorzecza pokrywał lód. Marzy mi się połowić z pod lodu okonie, wszystko jednak wskazuje na to, że przy tegorocznej huśtawce to się nie uda.
Subskrybuj:
Posty (Atom)








