Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dzień Liścia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dzień Liścia. Pokaż wszystkie posty

sobota, 29 listopada 2025

Rzutem na taśmę

W tym roku Dzień Liścia, czyli doroczne sprzątanie liści z przed chatki "przebiegło w miłej atmosferze". Piękny, słoneczny dzionek sprawił, że liście były w miarę suche, a przez to lżejsze do noszenia. Jak zawsze zdecydowana większość liści trafiła na Zapłotek, gdzie spełniać się będą jako ściółka. Co mnie jednak zaniepokoiło, to fakt, że liści było dużo mniej niż zwykle, przeciętnie z trzech wielkich drzew przed domem zbierałem w poprzednich latach ponad 20 trzystulitrowych koszy, a w tym roku zaledwie piętnaście. Zapewne to efekt ekstremalnych upałów i suszy w tym roku, no i tego, że część liści właśnie w trakcie letnich upałów spadła. Ostatki liści, 16 małych koszyków 50-litrowych, przeznaczyłem na inny cel.  

Każdy dosłownie pobyt w Ostoi, poza Dniem Liścia, poświęciłem na zastąpienie drewnianych grządek Parszywej Dwunastki, nowymi grządkami Stalowej Ósemki. Wkręciłem 560 śrubek i ułożyłem 160 cegieł. Wyciąłem całą darń spomiędzy starych grządek i ułożyłem ją w nowych. Przerzuciłem całość starego podłoża w nowe obramowania. Na koniec, do każdej z ośmiu grządek wrzuciłem dwa kosze, łącznie 100 litrów liści, już dobrze mokrych, bo tuż po Dniu Liścia zaczęły się opady, można więc powiedzieć, że rzutem na taśmę posprzątałem podwórko. Grządki w tym stanie pozostaną do wiosny, no, może do końca zimy, kiedy to dopełnię je kompostem i wyściółkuję. Potrzeba będzie z półtora metra sześciennego kompostu, który w części jest, a w części się robi.

Ledwo wrzuciłem ostatni kosz liści, a spadło nieco śniegu, skutecznie uniemożliwiając mi pracę nad wyrównaniem ścieżek między grządkami i ich gruntownym wyściółkowaniem zrębkami. I ledwo wyjechałem, a śnieg się stopił w ciągu doby. No a ja, będę w stanie się tym zająć za tydzień, najwcześniej. Czy po raz kolejny, rzutem na taśmę, uda mi się skończyć to przed zimą? Czas pokaże. Równolegle, myślę już nad podporami, do zamontowania na każdej z grządek od północy, oraz nad nawadnianiem. Na pewno trzeba to będzie zrobić przed sadzeniem letnich warzyw, czy znowu rzutem na taśmę? Tak to już widać chyba jest, że nic nie można zrobić "jak ludzie", normalnie", "na luziku". Ech, życie...

Nie byłem w tym roku praktycznie na grzybach, co nie znaczy, że nie nazbierałem. Grzyby wyrosły sobie na podwórku i pewnego dnia ich ilość była taka, że wziąłem koszyk i je do niego powrzucałem, mimochodem, w trakcie innych prac. Nie zacząłem porządków w leśnym ogrodzie, nie wykopałem nawet jeszcze wszystkich ziemniaków, tak absorbujące było skręcanie, stawianie, napełnianie nowych grządek. Myślę jednak, że jest to dobra inwestycja i że lżej będzie mi ogrodniczyć, gdy już Stalowa Ósemka będzie gotowa. Muszę teraz znaleźć dobry moment, by wziąć się za kostki słomy - wywieźć stare na ściółkę, by zrobić miejsce dla nowych. 

Wszystko to sprawia, że pewne plany eksperymentalne nie doczekały się realizacji, jedną jednak rzecz postanowiłem zrobić obowiązkowo. Od lat toczą się nomen omen spory o to, czy zaraza ziemniaczana przeżywa na martwych szczątkach roślin, czy nie. Najnowsze badania dość jasno pokazują, jak przetrwać umie ona zimę. Najwięcej dowodów wskazuje na zainfekowany, wciąż żywy materiał ziemniaczany jako główne zimowe schronienie patogenu. Pozostawione w glebie bulwy, samosiejki pojawiające się wiosną, nasiona roślin psiankowatych czy pryzmy odpadów, które nigdy całkiem nie zamarzają, a zawierają powyższe - działają jak inkubatory. Gdy tylko zrobi się cieplej, patogen ponownie produkuje zarodniki (spory) i zaczyna nową falę infekcji. Martwe resztki roślinne są natomiast zwykle kiepskim schronieniem. Gdy zakażone łodygi i liście wyschną, delikatne zarodniki szybko tracą żywotność w prawdziwie zimowych warunkach. W chłodnym klimacie martwa masa roślinna rzadko przenosi infekcję na kolejny sezon — chyba że zima jest wyjątkowo łagodna i wilgotna.

Prawdziwy zwrot akcji pojawia się tam, gdzie występują oba typy kojarzeniowe Phytophthora infestans. W takich regionach patogen może tworzyć długowieczne oospory — grubościenne struktury przetrwalnikowe w glebie, zdolne do przeżycia wielu miesięcy. W kilku częściach Europy badacze obserwują wiosenne infekcje, które wyglądają na pochodzące właśnie z tych oospor, a nie z pozostawionych bulw. Oznacza to, że lokalnie zaraza ziemniaczana zaczyna przekształcać się z choroby „bulw i samosiejek” w chorobę „odglebową”. By przekonać się, jaką zdolność przeżycia ma "moja" zaraza, zebrałem odlotowy plon - całe wiadro resztek krzaków pomidorów, które przeszły za zielony most pod wpływem zarazy. Pomieszam je z ziemią, a wiosną w tym wiaderku posadzę pomidora. Stawiam hipotezę, że będzie miał się świetnie, że zaraza nie przezimuje na tych szczątkach. Czy ta hipoteza się potwierdzi? Dowiemy się w przyszłym sezonie.

Działania "pożarnicze", czyli zajmowanie się głownie tym, co "się pali", czyli jest pilne, sprawiają, że inne sprawy na tym cierpią. Nie zdążyłem rzutem na taśmę związać miskantów i mokry śnieg położył je na linię granicznego elektropastucha. Teraz nie tylko trudniej będzie miskanta zebrać, ale także wymienić trzeba będzie kilka słupków, pogrzebanych pod zaśnieżonymi trawami. Sytuacja ta sprawiła, że rozładował się też akumulator zasilający pastucha, na szczęście sarny, łosie czy dziki nie skorzystały z okazji. Jednej zresztą z ostatnich, bo jak widać, w granicy stoją już nowe słupki, na nowy płot sąsiada. Zamiast żurawi, jak bywało przez dekady, będą więc na łące za siatką pląsać człowieki. Pół biedy gdyby pląsały, zobaczymy, co nam zgotują. Póki co jednak, rzutem na taśmę, pora finalizować przygotowania do Piątej Edycji Kursu Projektowania Permakulturowego, niewykluczone, że w takiej formie ostatniej. Początek zapisów 15 grudnia, a więcej na ten temat dowiedzieć się można TUTAJ. Serdecznie zapraszam.

niedziela, 26 listopada 2023

Na osłodę

Listopad okazał się bardzo trudnym miesiącem, w którym jedynie minimalną ilość czasu byłem w stanie poświęcić Ostoi. Z jednej strony jednak przypominały mi o niej ozdobne dynie przywiezione do miasta po pierwszym przymrozku, z drugiej niecierpiące zwłoki sprawy, które trzeba było załatwić, rzeczy o które trzeba było zadbać, prace, które należało wykonać. Każda krótka, kilkugodzinna wizyta w Ostoi była więc bardzo intensywna, wypełniona po brzegi pracą, a przez to dająca poczucie dobrze wykorzystanego czasu. Rzutem na taśmę udało się przygotować do zimy.

Jak co roku jedno z ważniejszych zadań polega na zabezpieczeniu tych roślin, które na zewnątrz nie przezimują. W tym roku najbardziej spektakularną rośliną tego typu były dzikie ziemniaki, od doktora Szymańskiego, rodem z Meksyku (ziemniaki, nie doktor). Ziemniak Cimatli po polsku nazywa się chyba psianką sercolistną lub ziemniakiem sercolistnym, ale nie ma o nim zbyt wielu  informacji. Bulwki otrzymane od dr Szymańskiego posadziłem wiosną w pięćdziesięciolitrowym worku uprawowym, a teraz zebrałem całą masę mikroskopijnych ziemniaczków. Są one wielkości ziarna grochu, czasami małej fasolki. Są ich za to setki. Bulwki te są jadalne i były uprawiane w tym celu w Meksyku przez stulecia. Ziemniak ten jest całkowicie odporny na zarazę ziemniaczaną i inne częste choroby naszego poczciwego ziemniaka, dlatego wart jest zainteresowania.

Jak co roku w listopadzie, nadszedł też Dzień Liścia -  jedyny dzień, kiedy grabię liście przed chatką i zanoszę je do ogrodu upraw głównych. Tam pełnią rolę ściółki, nawozu i zatrzymywania wody, jak również całkowicie eliminują chwasty. Jest to jedyny zabieg przygotowawczy do następnego sezonu w tym ogródku. Tu, gdzie dziś ułożyłem liście, posadzę cukinie, dynie, kukurydzę, pomidory, fasole itp. w maju 2024. Reszta tego ogródka zostanie zaściółkowana słomą z kostek uprawowych. Zakończę też chyba swój eksperyment z czarną agrotkaniną którą dla porównania wyściółkowana była jedna piąta tego ogródka - okazało się, że o ile tam gdzie ściółką są liście lub słoma żyzność się utrzymuje lub rośnie, to pod agrotkaniną żyzność maleje. A że nie chce mi się podlewać gnojówkami czy w inny sposób nawozić, chyba zdejmę ten materiał i zastąpię słomą.

Leśny ogród z jednej strony prosi się o nieco uwagi i pracy, z drugiej w sumie nic by się nie stało, gdybym do niego nie zajrzał do wiosny. No ale zajrzałem. Ktoś prosił o moje niezwykle inwazyjne maliny, poszedłem więc uzbrojony w grube rękawice i dosłownie ze ścieżek wyrwałem kilkadziesiąt egzemplarzy. Gdybym się do tego przyłożył, pewnie byłoby kilkaset. Przy okazji, zobaczyłem, że przegapiłem owoce pigwy. Posadzona dwa lata temu w leśnym ogrodzie pigwa dała trzy owoce w pierwszym roku i kilkanaście w obecnym. Co przyniesie przyszły rok? Czy będziemy totalnie "zapigwowani? Na szczęście sok z tych zapomnianych owoców smakuje obłędnie i teraz od czasu do czasu słodzimy sobie nim herbatę.

Tuż obok, na granicy z Isengardem, czyli sąsiednią działką, rośnie miskant olbrzymi. Pisałem już o nim, ale przypomnę, że jest to kępowa krzyżówka miskanta chińskiego z cukrowym, która bardzo wolno rozrasta się na boki, dzięki czemu nie działa na nerwy sąsiada. Najlepiej ścinać go (miskant, nie sąsiada) późną zimą lub wczesną wiosną, ale taki miskant, gdy spadnie na niego śnieg, zawala skutecznie ogrodzenie z elektrycznego pastucha. Dlatego krakowskim targiem - jedna czwarta objętości miskanta, która mogłaby się zwalić na pastucha została ścięta teraz, a trzy czwarte zetnę pewnie w lutym. Cały pozyskany materiał wyściółkuje aleję w leśnym ogrodzie tuż obok, a w kwietniu posadzę w nim ziemniaki ... Jak zawsze, w Ostoi codziennie rozkminia się dylematy i podejmuje decyzje, dzięki czemu nie ma czasu na nudę i głupie pomysły ... no z tymi pomysłami to przesadzam, ale wiecie o co chodzi.

Jak zawsze, pomimo rozkmin i planowania, nie wszystko i nie zawsze idzie zgodnie z planem. Ta dynia myśli że jest wiosna i dosłownie eksploduje kiełkami. Oczywiście, cenie sobie szybki wzrost, ale nie w dyniach przeznaczonych do przechowywania. Samoczynna selekcja i dyskwalifikacja - nasion tej dyni na pewno już nie zbiorę i nie wysieję. Kilka innych natomiast zaskoczyło smakiem. Wydają się być słodsze niż w zeszłym roku, pomimo bardzo trudnego i w sumie nieudanego sezonu. Z tych nasiona oczywiście wysieję i zobaczymy, jak spiszą się w kolejnym roku. Myślę, że nasionami dyń zebranych w ciągu ostatnich lat mógłbym obsiać z hektar lub lepiej, pora chyba co starsze zacząć prażyć w piekarniku i spożywać, póki jeszcze w miarę świeże.

Pomimo tego, że zdecydowaną większość warzyw uprawiam z własnych nasion, zdarza mi się pod wpływem impulsu coś sobie zakupić, na osłodę szarych dni i z myślą o wiośnie. Tym razem padło na Kalendarz Adwentowy - w każdym okienku, zamiast czekoladki, nasiona jakiegoś warzywa ... Nasiona bio, ciekawe odmiany których jeszcze nie mam, ładne, estetyczne opakowanie - chyba było warto. I tak moi mili, głowy do góry - czas szybko leci, za jakieś sto dni znowu będziemy siać pomidory!