wtorek, 4 czerwca 2019

Fanaberie

W trzy miesiące od rozpoczęcia prac, Parszywa Dwunastka (grupa 12 nowych grządek) zaczyna jakoś wyglądać i plonować całkiem nieźle. Grządki zasadniczo są rozplanowane w schemacie Ogrodu Stopy Kwadratowej (SFG), czyli każda grządka to 12 kwadratów. Razy 12 grządek, daje to 144 pola do popisu. Aby się w tym nie pogubić, część informacji notuję, a część umieszczam na grządkach - na nabitych na patyczek od szaszłyków korkach od wina. Grządki mają obecnie niemal pełną obsadę, co oznacza, że w zdecydowanej większości kwadratów coś rośnie, ale że większość roślin jest jeszcze maleńka, to przez grządki widać jeszcze las, ale za miesiąc to się zmieni.

Biedulki pomidory, marne jak nigdy, odrabiają straty. Przypomnę, że po raz pierwszy utrzymałem je na palecie od dnia siewu do dnia sadzenia, bez przesadzania do doniczek. Im bardziej wysublimowana odmiana, tym trudniej to zniosła. Różnice pomiędzy odmianami są gigantyczne, co jest doskonałą lekcją samą w sobie. Najpiękniejsze sadzonki są zdecydowanie z własnych nasion, i to nie jakiejś jednej, ale trzech odmian. Jak zwykle obiecuję sobie, że to koniec eksperymentów, że ograniczę się tylko do sprawdzonych odmian, a potem kończy się jak zwykle - kilkadziesiąt odmian samego pomidora, galimatias i masa pracy, ale ... och jak warto :) Mam nadzieję, że warto, bo pewności czy odżyją, czy zaplonują, jak będą smakować, nie ma. Ale to czyni tą zabawę jeszcze ciekawszą i bardziej pouczającą. Optymistyczny scenariusz przewiduje, że pomidory wespną się po zamontowanych na grządkach siatkach i "przesłonią las".  Czy tak będzie, przekonamy się wkrótce.

Przyglądając się praktycznej stronie plonowania na moich grządkach, zaczynam dzielić uprawiane na nich warzywa na "muszę je mieć" oraz "fanaberie". Te, które mieć muszę, plonują relatywnie szybko i pewnie, ewentualnie przez długi czas. Rzodkiewki plonujące w 3-4 tygodnie, rozmaite sałaty dające masę liści tygodniami, no i zapewne ziemniaki. Policzyłem, że jeśli co dwa tygodnie zasadzę sałatę tylko w dwóch kwadratach, po 4 nasiona w każdym, to przez cały sezon będę miał dosyć zieleniny dla całej familii z przyległościami. Na drugim biegunie, w kategorii fanaberii jest kalafior - nie dość, że zajmowałem się nim jeszcze na przedwiośniu, niańcząc go w mieszkaniu, to teraz zajmuje cały kwadrat i będzie zajmował jeszcze przez jakiś czas, a potem (o ile się uda) starczy być może na jeden posiłek. Rozsądek podpowiada mi, aby ograniczać uprawę fanaberii, no ale z drugiej strony ... gdybym obsadził 144 kwadraty sałatą, to pułk wojska by tego nie przejadł.

Godzę to jakoś, sadząc sałatę pod kapustami, rzodkiewki wzdłuż dymki, truskawki w czosnkach, nie bardzo przejmując się tak zwanym dobrym sąsiedztwem roślin, po prostu unikam bezsensownych zestawień. Sadzę oczywiście zbyt gęsto i zemści się to srodze na pewno prędzej czy później, nic na to jednak nie poradzę, jest to silniejsze ode mnie. Nie cierpię widoku gleby na której nic nie rośnie, a niecierpliwość nie pozwala mi czekać, aż rośliny się rozrosną. Fajne jest to, że wzrost większości z nich można ograniczać, podjadając po prostu. Jarmuż, kapusty niektóre, no i oczywiście sałaty znoszą to rewelacyjnie.

Mini ogrody leśne zarosły potężnie, wreszcie zaczyna być widać wyraźny postęp w regeneracji gleby Ostoi. Jeszcze około tygodnia cieszyć się będę widokiem pięknie kwitnących łubinów, ale nieubłaganie nadchodzi ta chwila, kiedy 90% tego co rośnie, pójdzie pod nóż. Gdy tylko przewali się fala upałów, i zaczną się zapowiedzi deszczów, muszę się brać za robotę, ciąć większość roślin wspierających i rzucać ścięty materiał po prostu na ziemię, metodą chop & drop. Zasilę w ten sposób drzewa i krzewy owocowe, których teraz niemal nie widać. Ogród leśny będzie przez jakiś czas wyglądał jak pobojowisko, ale jeśli trafię z pogodą, zdąży odrosnąć na tyle, aby zapewniać nieco cienia w sierpniowe upały.

W najciemniejszym kącie ogrodu znalazłem niespodziankę. Te iglaste maleństwa to tzw. cedry syberyjskie, a ściślej sosna syberyjska (Pinus sibirica Du Tour). Przez kilka lat nie urosły ani o centymetr. W czasie kilku dni mojej nieobecności nastąpił wysyp owocników pierścieniaka jadalnego, grzyba którego zaszczepiłem w ogrodzie leśnym. Owocniki niemal przysłoniły świerki. Ale spójrzcie - jakie jasnozielone młode świerkowe przyrosty! Przypadek? Nie sądzę .... Jako bonus, na śniadanie była jajecznica z grzybami.

Dokładnie po przekątnej podwórka, w bardzo suchej jego części, posadziłem lata temu kilka roślin, ale praktycznie żadna z nich nie dawała oznak życia. Pozostawiłem je więc samym sobie i oto nagle powitał mnie tam ciekawy kwiat - chyba zakwitł clematis. Nie wiem ile lat jeszcze upłynie zanim zagospodaruję chociaż całe podwórko, nie wspominając o terenie całej Ostoi. Chyba jest to zadanie nierealne. I dobrze, jak zawsze mówię, im większa część Ostoi pozostaje w gestii natury, tym lepiej. Nie zagarniam więcej, niż jestem w stanie w garści uPatrzymać. Skutkuje to obecnością dzikiej zwierzyny tuż za płotem. Ostatnio rozpędzony łoś "przestawił" słupek ogradzający Zapłotek, takie są realia życia na granicy anekumeny.

Końcówka trzydniowego pobytu w Ostoi upłynęła pod znakiem burz, z radością przyjmuję każdą deszczu kroplę. Nieco ponad cztery tony wody czekają zgromadzone w zbiornikach, rekordowo mało w porównaniu z poprzednimi latami. Po burzy wszystkie roślinki wyglądają niesamowicie świeżo, a sałata wprost z grządki smakuje wyśmienicie. Pora więc w ostatnich promieniach słońca rozdzielać plony na pudełka by podzielić się nadmiarem. Wszystko jedzie do miasta, gdzie rozejdzie się w mig. Choć w sumie bardziej mnie pasjonuje uprawa niż spożycie, to radość innych, którzy z plonów mej pracy korzystają, jest też moją radością.


5 komentarzy:

  1. Oj, jak ja lubie ogladac twoje roslinki i czytac, jak to robisz :) U mnie wlasnie panuja upaly, troche podlewam, ale to robota glupiego, naychmiast wysycha! (podlewam poznym wieczorem)
    Salata u ciebie tak smacznie wyglada, chcialoby sie siegnac reka... a tu... stop, monitor! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za miłe słowa :) Tu też upały niestety.

      Usuń
  2. Panie Wojciechu, a może da się Pan namówić na permakulturową wersję publikacji "Ogród warzywny na 200 metrach kwadratowych" Bronisława Gałczyńskiego. Wychodząc z założenia, że chcemy mieć dość jarzyn dla 3 osób na cały rok ale metodą SFG? Może jako seria artykułów, wpisów. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  3. Dzień dobry! Zaglądam od jakiegoś czasu:-) Mam prośbę o odpowiedź. Czy każda grządka ma linię kroplującą? Ta zielona siatka służy do ochrony warzyw przed zwierzętami, czy ma jakąś inną funkcję? Ja w tym roku skuszona artykułem z bloga chyba "Wędrująca Radość" pomidory zasadziłam w kostkach słomy, którą"dojrzewałam" według opisu około miesiąca. I jest słabiutko, na pewno to też kwestia upałów. Nie wiem, czy w końcu się wgryzą w glebę pod spodem, na razie wyglądają marnie i chyba się tak czują, bo mimo słabych rozmiarów już zaczynają kwitnąć. Serdecznie pozdrawiam Agnieszka Chołuj

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam grządki z liniami kroplujacymi, wężami pocącymi, emiterami, oraz bez nawodnienia. Zależy to od typu grządki i tego, co na niej rośnie. W grządkach prowadzonych metodą SFG używam emiterów.
      Uprawa w kostkach słomianych jest nieżalezna od podłoża, można ją prowadzić na betonie. Oczywiście, jesli jest pod spodem dobra gleba, to tym lepiej. U mnie, na czystym niemal piachu, uprawa pomidorów w kostkach (oraz dyniowatych) sprawdza się świetnie. Kluczem jest dobra słoma i odpowiednie przygotowanie kostek. Sporo o tym pisałem w przeszłości.

      Usuń