czwartek, 2 czerwca 2016

Amok


Druga połowa maja upłynęła w Ostoi pod hasłem "amok" - tyle pracy nie było tu jeszcze nigdy. Złożyły się na to głównie przygotowania do warsztatów permakultury oraz prace przy nowych grządkach, donicach i uprawie w kostkach słomy. Najmniej pracy pochłonęła eksperymentalna uprawa w workach - pomidorowo-bazyliowe duety w nich rosnące wydają się jak na razie być samowystarczalne. Jedyną czynność obsługową, uzupełnianie wody w wanienkach w których stoją worki, wykonały za mnie burze. I oby tak dalej, do chwili, gdy pomidorki i bazylia trafią na pizzę z własnego pieca. Oczywiście przesadzam, tak dobrze nie będzie, pomidory wymagać będą i podcinania, i podwiązywania, ale i tak podoba mi się ten pomysł i będę go rozwijał.

Tymczasem na grządkach coraz więcej zieleni, choć w porównaniu do Warszawy jesteśmy tu w naszym lesie o dwa-trzy tygodnie wegetacyjnie do tyłu. Pomimo to jednak, nawet w "grządce recyclingowej" zbudowanej wyłącznie z ramy po starym tapczanie i ze zrębki, mamy nad ziemią komplet obsady aktorskiej - topinambury, ziemniaki, bób i fasolę. Obawiałem się bardzo o losy tej grządki, bo miała stanowić warsztatowy przykład na to, że ogród można mieć bez mała wszędzie i z niczego, ale jednak mnie nie zawiodła. Z uwagą śledzić będę jej dalszy rozwój i już teraz ciekaw jestem plonów. Grządka ta stanowi jedynie przygotowanie terenu całkowicie jałowego pod przyszłe uprawy, w przyszłym roku wyglądać będzie zupełnie inaczej, niemniej jednak jeśli i w tym roku może dać jakiś plon, to dlaczego nie?

Pamiętacie donice o których wielokrotnie pisałem? W amoku zapomniałem o nich nieco i nie zebrałem rzodkiewek. Każda mała donica dała ich tyle, ile na zdjęciu, a trzeba pamiętać, że rzodkiewki to tylko jeden z czterech rządków w każdej donicy. Warsztatowi goście byli z lekka zdumieni gąszczem w donicach, a temu, jak takie donice samodzielnie budować poświęciliśmy kilka chwil również, i zbudowaliśmy jedną, w niecałe 10 minut. Kolejny dowód na to, że nawet na małym balkonie można mieć swoje warzywa.

Z opisywanych na tym blogu "atrakcji" największą furorę wzbudził oczywiście kolektor solarny z puszek, bo pogoda dopisała, i mieliśmy darmowe dodatkowe pięćdziesiąt stopni Celsiusza na wylocie kolektora, co chyba zaimponowało młodzieży. Starszych natomiast najbardziej chyba zadziwiły metody permakulturowego nawożenia gleby, od bokashi, przez gnojówkę z pokrzyw, po hodowlę własnych "efektywnych mikroorganizmów" czyli starą, poczciwą herbatkę kompostową. A gdy już osiadł kurz po warsztatach, trzeba było na gwałt wsadzać te rozsady, te wszystkie nieposadzone co to posadzić trzeba, te dostane, te, przysłane, te niechciane nawet, bo wstyd aby cokolwiek, co żywe i rośnie, nie znalazło swego domu w Ostoi. I tak to w amoku dobiegł końca maj. Oby czerwiec przyniósł trochę uspokojenia, bardzo go potrzeba.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz